- Co sprawdzimy? - zapytałam ostrożnie.
- Czy potrafisz zabijać - oznajmił i otworzył przede mną drzwi. - Po co mi pierwszy oficer, który nie potrafi zabijać?
- Mam kogoś zabić? - uniosłam brwi.
- Spróbować - poprawił mnie.
Wyszliśmy na pokład. Ian i inni oficerowi rzucili mi pytające spojrzenia, lecz tylko machnęłam ręką, na znak, że wszystko w porządku. Doskonale mogłam usłyszeć, jak kilka osób zawzięcie o mnie plotkuje.
James zwołał wszystkich na pokład. Bez wyjątków. Według niego, cała załoga musiała być obecna.
- Drodzy, kamraci! - krzyknął, gdy zebrali się już wszyscy. - Szukam, wyjątkowo odważnego i gotowego poświęcić się dla większego dobra, ochotnika! Nie będę owijał w bawełnę. Ten ochotnik ma szansę zginąć.
- Lecz minimalne - dodałam.
- To się jeszcze okaże - uśmiechnął się do mnie słodko, a ja przewróciłam oczami. - To kto jest chętny?
Cisza. No, bo kto chciałby wystąpić na ochotnika w czymś, przez co możliwe, że zginie? Nędzne tchórze. Powiedziałam, że szanse na śmierć ochotnika są minimalne.
- Dobra, to ja mogę - odezwał się ktoś. Wyszedł z tłumu starszy mężczyzna, lecz było widać, że trzyma kondycję. - Co mam zrobić?
- Życie ci nie miłe, Carlos!? - krzyknął ktoś z zebranego tłumu.
Pirat, zwany Carlos, machnął tylko ręką i stanął przed mostkiem. James uśmiechnął się do niego, a następnie podał mi rewolwer. Spojrzałam na niego głupio.
- Chyba nie chcesz...?
- Tak, Katherine. Masz go zastrzelić.
Carlos zrobił wiele oczy, a w tłumie rozległ się głośny szept.
- Skoro twierdzisz, że to i tak nie zadziała... - zaczął, a potem wyrwał mi rewolwer. - Jak coś, moi drodzy, to to nie będzie sztuczka. Rewolwer jest nabity - strzelił dwa razy w wodę. Następnie podał go mi. - Zaczynaj, skarbie.
Przymknęłam na chwilę powieki, a potem otworzyłam je i spojrzałam na niego wilkiem. Jednak chwyciłam rewolwer i wycelowałam w Carlosa.
- Jeśli cię zabiję, to przepraszam - mruknęłam.
- Na pewno mnie pani zabije - szepnął. - W imię Ojca, i Syna, i Ducha Świętego...
Strzeliłam. Nigdy nie byłam religijna.
A właściwie to nie strzeliłam, tylko pociągnęłam za spust. Nic się nie stało. Spróbowałam jeszcze raz. Dalej nic. James wyrwał mi rewolwer i sam ponownie strzelił w wodę. Udało mu się.
- Co jest...? - warknął.
- Mówiłam - przewróciłam oczami. To, że jestem kobietą, oznaczało, że od razu kłamię?
- Jeszcze raz - podał mi go ponownie.
Prychnęłam i strzeliłam.
Carlos padł martwy na ziemię.
Z szoku, upuściłam rewolwer. Wiedziałam już, co się stało. Christopher tu był.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz