Christopher uśmiechnął się tajemniczo i sięgnął do torby, którą miał przewieszoną przez ramię. Chwycił jakiś przedmiot, który był w środku i wyciągnął go.
Cofnęłam się o krok i ze zdumienia otworzyłam usta.
- Bez jaj - mruknęłam.
Chris trzymał w dłoniach złotą, piękną szkatułkę, która była nieco większa, niż ją sobie wyobrażałam. Oczywiście, wzdłuż niej, było wyryte imię: Jaquliene.
- Skąd ją masz? - zapytałam w osłupieniu.
- Jeden gość, który był mi winny przysługę, zagadał do innego gościa, co jego siostra była żoną kuzyna osoby, która akurat miała informację, gdzie znajduje się szkatułka. A tak się składało, że Yona nie miała bladego pojęcia, o jej położeniu, ponieważ nie była ona wcale w Thazarze, lecz w naszym świecie. A dokładniej w Bostonie - pokręcił głową, jakby sam w to nie wierzył. - Pojechałam tam parę lat temu, nawet nie wiem czemu, i czekała mnie miła niespodzianka. Dali mi czarownicy, którzy potrafili przewidywać przyszłość. Powiedzieli, że kiedyś mi się przyda i mieli rację. Najdziwniejsze, że nawet jej nie szukałem. I jej zawartość nieco mnie poruszyła. Myślałem, że uznali, iż będzie mi potrzebna, ponieważ nie wytrzymują psychicznie, lecz... Najwyraźniej nie chodziło o to.
- Co jest w środku? - wyciągnęłam rękę po szkatułkę, lecz szybko przyciągnął ją do siebie.
- Dużo rzeczy - odpowiedział wymijająco. - Nie chcę, żebyś wiedziała wszystkiego. Interesuje nas tylko jedna rzecz, która pozwoli nam...
- Co jest w środku? - powtórzyłam znacznie bardziej stanowczo.
Westchnął z frustracją.
- Nie dasz mi z tym spokoju, prawda? - mój wyraz twarzy był wystarczającą odpowiedzią. Z niechęcią podał mi szkatułkę. - A masz. Udław się tym.
Otworzyłam ją i niemal nie upuściłam. Faktycznie, było tam parę rzeczy, lecz ta jedna rzecz najbardziej rzucała się w oczy. Każdy szanujący się nieśmiertelny wiedział, co to było...
- Oryginalne? - zapytałam cicho.
- Jak statek, który stoi za tobą - odpowiedział Chris, kiwając głową. - To daje wiele odpowiedzi, prawda?
- Będę musiała sobie porozmawiać z Yoną... Ale przysięgam, na moje życie, że jej tego nie oddam! - warknęłam stanowczo i zatrzasnęłam wieczko. - Wracajmy do Londynu. Byle szybko.
- I widzisz? - przewrócił oczami. - Miałem rację. Nie chciałaś wiedzieć, co tam jest.
- Nie chciałam - przyznałam. - Lecz to niczego nie zmienia.
- Bynajmniej, Kathie - zaśmiał się. - To zmienia bardzo wiele.
Za nim się obejrzeliśmy, staliśmy już pod wejściem do Głównej Kwatery. Christopher wydobył ze środka talizman, który odpowiednio użyty, zabrał nas do Londynu. Nie uszło mojej uwadze, że Jev, ta elfka i tych dwóch jeszcze (nie miałam pojęcia, co tam robili, lecz starałam się już ich nie wygraniać) rzucali nam podejrzliwe i jednocześnie pytające spojrzenia. Gdyby to zależało ode mnie, usunęłabym sobie pamięć. Nie chciałam, by oni również mieli takie zachcianki.
Zawartość szkatułki była na tyle niebezpieczna, że mogła być użyta przez każdego. Bałam się, gdzieś w środku, że w chwilach słabości mogę stoczyć się, tak jak Jaquliene. Yona doskonale wiedziała, dlaczego jej córka zaginęła. A raczej nie zaginęła, ponieważ była pod stałą obserwacją Yony. Musiałam się dowiedzieć o tym więcej, lecz to na razie staczało się na drugi plan. Na początku musiałam poukładać swoje życie.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz