- Rozumiem, że tak nazywa się statek? Zemsta? - cóż za barwna nazwa. - Dlaczego dałeś mu taką nazwę?
- Gdy zaczynałem swoje pirackie życie, straciłem kogoś mi ważnego. To był mój ojciec, który nauczył mnie żeglować. Niestety, został zabity przez swoją własną żonę. Była to właściwie jego druga żona, z którą związał się kilka lat po śmierci mojej matki - westchnął. - Tak, czy siak... Moja macocha już nie żyje - uśmiechnął się krzywo. - Moi ludzie najczęściej szukają zemsty, dlatego ładują się na pokład mojej ukochanej Zemsty.
- Ile lat już pływasz Zemstą? - zapytałam, zainteresowana. Wcześniej mówił, że w Thazar żyje się wiecznie, co mogło oznaczać, że James był starszy nawet ode mnie.
- Od kiedy przestałem dojrzewać i stałem się wieczny, jak cała reszta. To będzie jakieś... pięćset lat.
- Pięćset lat? - zdziwiłam się. - Widzę, że życie pirata nigdy się nie nudzi.
- Oczywiście, że nie - udał urażonego. - Zobaczysz, Katherine, i ty się w tym zakochasz - wyciągnął do mnie dłoń, którą przyjęłam. - A teraz choć. Musisz poznać Zemstę i swoją nową załogę.
Zemsta była pięknym statkiem, a załoga - jak na piratów - była całkiem sympatyczna. Poznałam drugiego oficera - Iana - który był niewiele młodszy od Jamesa i, z którym nawiązałam szybko wspólny język. On również przybył tu wiele lat temu z polecenia pewnego czarnoksiężnika i również porzucił swoje zadanie dla wolności na morzu. Oprócz jego poznałam jeszcze oficerów - Edwarda, Rice'a i Bala - kucharza - Philipa - oraz strażników, którzy pilnowali więźniów pod pokładem - Matthew, Grega, Hanka i Jansena. Reszta, według Jamesa, była niewarta mojej uwagi.
Minęły cztery godziny, a ja już się dopasowałam do załogi. Zanim się obejrzałam - wypływaliśmy już z portu.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz