poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Kapitan wyglądał na nieco ponad dwadzieścia lat i był zabójczo przystojny, jak to na młodego pirata przystało. Miał ciemnobrązowe, zmierzwione przez wiatr włosy i tajemnicze, bursztynowe oczy. Podobnie, jak jego członek załogi, był ubrany w luźne ciuchy, lecz jego wyglądały o wiele na droższe. Do pasa przytwierdzony miał rewolwer i szablę.
- Nazywam się James Sanders. Ale możesz mi mówić per "kapitanie" - ukłonił się teatralnie.
- Katherine Aristow - wyciągnęłam do niego dłoń, którą pocałował po dżentelmeńsku. - Skoro jesteś kapitanem, to czy przypadkiem nie powinieneś mieć przepaski na oku, drewnianej nogi lub wielkiego kapelusza?
Roześmiał się. Doszłam do wniosku, że strasznie brakowało mi normalnego śmiechu. Od kilkunastu godzin słuchałam jedynie dźwięków wydawanych przez cholernego Fredricka.
- Chciałabym dostać się do miasta zwanego Quliene - powiedziałam. - Jest tam pewna rzecz, którą mam pozyskać.
- Dla kogo?
- Pewnie o niej nie słyszałeś, kapitanie - podkreśliłam znacząco ostatnie słowo. - Nazywa się Yona i jest potężną czarownicą. Nie z tego świata.
Zmarszczył czoło.
- Yona Jonathan? Siostra starego Fredricka?
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Uśmiechnął się krzywo, gdy zobaczył mój szok.
- Siostra? Nie miałam pojęcia...
Nagle zrobił minę, jakby zrozumiał, co tutaj robię. Przerwałam.
- Przyjechałaś tu po szkatułkę Jaquliene? Jej córki, prawda? - skinęłam głową, a on kontynuował. - Daruj to sobie. Umrzesz za nim zdążysz jej dotknąć. Fredrick o to zadba. Nie jesteś pierwszą władającą magią, którą spotykam - uśmiechnął się nagle, spadając na pomysł. - Wiem! Od dawna szukam pierwszego oficera, który włada magią, a coś mi mówi, że ty na się na to nadajesz.
- Nie mogę - odpowiedziałam stanowczo, choć naprawdę miałam ochotę mieć wszystko gdzieś i iść z Jamesem. - Jeśli naprawdę nie mam szans... Muszę wrócić do domu.
Zrobił zmartwioną minę i wymienił spojrzenia z piratem, który zagadał mnie wcześniej. Wreszcie westchnął i spojrzał mi w oczy.
- Skarbie... Najwyraźniej nie wiesz o jednym - zacisnął wargi, starając się dobrać słowa. - Możesz wejść do Thazaru, ale... Stąd nie ma jak wyjść. Albo będziesz tułać się tu przez wieczność... Albo dołączysz do nas.
- Zaraz. Wieczność? - wiedział, że jestem wampirem?
- Wieczność, skarbie. W Thazarze nikt się nie starzeje i nie umiera. No, chyba, że zostaje zabity...
- Wchodzę w to - powiedziałam szybko. Może do tego znajdę jakiś sposób, by wrócić. A może pirackie życie nie było takie złe?

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz