- Co ty z tymi przyjęciami? - pokręcił głową z politowaniem, nie wypuszczając mnie z objęć. - Ale będzie, jak zechcesz. Myślę tylko, że powinniśmy to jakoś uczcić tylko we dwoje. Co ty na mały wypad na miasto, wieczorem?
Skrzywiłam się, przypominając o aktualnych problemach.
- Jutro, w porządku? Dzisiaj mam jeszcze masę pracy.
Przewrócił oczami.
- Czy ty przypadkiem nie masz ludzi, którzy robią to za ciebie?
- Wolę sama wszystko zrobić, bo wiem, że zrobię to lepiej - pomyślałam teraz, jak wygonić Jev'a z domu. Po chwili uśmiechnęłam się i przekazałam Chris'owi telepatyczną myśl. Normalnie nie mogłabym tego zrobić z takiej odległości, ale więź miała swoje zalety. - Właściwie to Christopher prosił cię dzisiaj na męski wieczór. Wpadnie do nas o ósmej. Chciałby z tobą porozmawiać. Ale to pewnie tylko on będzie gadał, więc ty tylko potakuj i rób, jak najlepsze wrażenie.
Zaśmiał się cicho.
- Ja zawsze robię dobre wrażenie.
- Na mnie na pewno - pocałowałam go lekko w usta. - Dobra, to ja idę wypełnić jeszcze kilka sprawozdań. Tak, robię to za innych. Tamci nie umieją... - paplałam dopóki, nie zostałam wepchnięta za drzwi gabinetu. Odetchnęłam wtedy z ulgą, że niczego się nie domyślił i padłam na fotel.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz