piątek, 1 maja 2015

Od Katherine - CD historii Jev'a

Po krótkiej wizycie w Kwaterze i odwiedzinach u Yony, nie miałam nawet czasu spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Przed tym postanowiłam, jednak najpierw przebrać się w coś bardziej pasującego do tych czasów.
Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie. Ten strój nie wyglądał tak źle, lecz nie pasował kompletnie do naszych czasów. Wzięłam, więc szybki prysznic i ubrałam się w białą sukienkę bez ramiączek, sięgającą do kolan, czarne szpilki, dwudziestki (miałam talent do nie zabijania się, podczas chodzenia na naprawdę wysokim obcasie) i cienki, czarny płaszczyk. Pogoda dopisywała, więc nie było sensu ubierać się grubiej. A jako iż świeciło słońce, dołożyłam do tego okulary przeciwsłoneczne. Włosy rozpuściłam tak, by opadały na moje ramiona miękkimi falami. Lekko się przypudrowałam i nałożyłam tusz, lecz usta pomalowałam na krwistoczerwony kolor. Gustowałam w mocnych szminkach.
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Oto wracam dawna ja.

- ...dlatego właśnie, uważam, że Christopher nie powinien jechać tam sam. A co jeśli ten jego "świetny sposób" nie zadziała? On i Katherine ugrzęzną w tej krainie na wieki! - usłyszałam donośny głos Pavla, stojąc przed drzwiami jego gabinetu.
- Bez przesady, Pav, na pewno znajdą jakiś sposób. Zawsze znajdują - odparł z pewnością w głosie Thomas.
Uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Ich oczy zwróciły się w moją stronę, a na ich twarzach malował się niemały szok.
- Właściwie... To znaleźliśmy sposób - powiedziałam i spojrzałam po nich. - No, co? Nie przywitacie się nawet? Tacy z was przyjaciele?
- O Boże, Kath - zaśmiał się Pavlo, przytulając mnie mocno. - Kobieto, doprowadzasz nas czasem do stanu zawałowego.
Również się roześmiałam i puściłam go, tylko po to, by uścisnąć Thomasa. Ten przytulił mnie nawet chyba mocniej.
- Jeszcze nigdy tak się nie bałem - szepnął mi do ucha. - Obiecaj, że to ostatni raz.
- Obiecuję.

Miałam ochotę się napić. Sama. I nie chodziło tu o picie krwi, ponieważ na to nadal nie miałam ochoty. Według moich obliczeń za jakieś szesnaście godzin powinnam poczuć mocny głód. Miałam tylko nadzieję, że przy tym nie zabiję jakiegoś nieszczęśnika.
- Gin z tonikiem - rzuciłam w stronę baristy, siadając na pustym miejscu, z tyłu sali. Skinął głową. Usłyszał mnie doskonale, choć siedziałam na drugim końcu sali, a grała głośna muzyka. Wyczułam, że był wampirem. Zaczęłam robić postępy.
Przyniósł mi gin i przez chwilę gapił się na mnie.
- Katherine Aristow? - zagadnął.
- Tak - odpowiedziałam krótko, nie za bardzo chcąc wdawać się w rozmowę.
- Należę do twojego klanu - powiedział szybko, jakby myślał, że mogę mieć ochotę go zabić.
- Fajnie - odparłam bez większego zainteresowania.
- Wiedzę, że siedzisz tu sama i jakbyś chciała towarzystwa... - zaczął.
Ucięłam jego litanię, podnosząc dłoń.
- Moje towarzystwo właśnie idzie - mruknęłam, patrząc, jak Jev wchodzi do baru.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz