Obiecuję ci, że będę przy narodzinach naszej córki. Nie mógłbym przepuścić tego wydarzenia.
Och, obawiam się Jev, że jednak je przepuścisz.
W drugiej dłoni trzymałam króliczą łapkę i przyjrzałam jej się uważnie. To cholerstwo zwiastowało szczęście i śmierć. Tylko, że aktualnie nie byłam, ani szczęśliwa, ani martwa - w pewnym sensie. Byłam jednak pewna, że nie mylę się, co do moich przekonań.
- Katherine Aristow nie może żyć, gdy ma szansę na szczęście - usłyszałam głos dochodzący z ciemnego kąta pokoju. Po chwili z mroku wynurzył się Christopher. - Ciekawe.
- Dowiedziałeś się czegoś więcej? - zapytałam tylko, nawet nie patrząc w jego stronę.
- Tak. Mam to - wyjął z kieszeni małą fiolkę z czerwonym płynem w środku.
- Jesteś pewny, że zadziała?
- Inaczej bym ci tego nie dawał - uśmiechnął się ponuro i usiadł na fotelu przede mną. Westchnął i położył fiolkę na biurku. Wzięłam ją i przyjrzałam się dokładnie wnętrzności. Przypominała krew, aczkolwiek była jaśniejsza. - Na pewno chcesz to zrobić?
- Pytasz się o to setny raz - starałam się żartobliwie, lecz niezbyt mi to wyszło. - Nie ma innego wyjścia. Jeśli naprawdę to ma się stać... Nie mam zamiaru pociągać mojego dziecka za sobą.
- Więc tak po prostu się go pozbędziesz? - spojrzał mi prosto w oczy.
- Ufam ci.
- Wiem. Tylko ja nie ufam sobie - położył rękę na moim brzuchu. - Naprawdę chcesz, żebym trzymał się z daleka? Może uda mi się ci pomóc...
- Nic ich nie powstrzyma - zaśmiałam się, wcale nie radośnie. Poczułam w oczach łzy. - Mam jeszcze trochę czasu. Chciałam go spędzić z Jev'em i moją córką. A teraz go nie ma... - przymknęłam powieki. - Jeśli Jev... Kiedy Jev wróci to powiedz mu, że go kocham.
- Obiecuję, lecz może jeszcze zmienisz decyzję...
Przerwałam mu, chwytając buteleczkę i wypijając jej zawartość.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz