Tydzień później...
Zaparkowałam McLarena pod domem, wyglądającym podobnie, jak mój. Był tylko nieco mniejszy, jednak właścicielowi najwyraźniej to nie przeszkadzało.
Wciągnęłam powietrze, choć jako wampir wcale tego nie potrzebowałam. Nie było, czego ukrywać. Bałam się. Lecz ten strach dodawał mi sił, by wysiąść z samochodu i podejść do drzwi.
Nie zdążyłam zapukać, gdy się otworzyły. Ze środka wyszedł Christopher, z wyraźnie zmartwioną miną. Nie powiedział nic, po prostu mnie przytulił. Poczułam w oczach łzy, gdy odwzajemniłam uśmiech. Tęskniłam za nim bardziej, niż myślałam do tej pory.
- Rozumiem, że to pożegnanie? - zapytał cicho, nie przestając mnie obejmować.
- Tak - powiedziałam, ledwo słyszalnie.
- Chcesz poznać córkę? - w jego głosie poczułam, że wiedział, jaką dam odpowiedź.
- Chcę ją zobaczyć - szepnęłam i odsunęłam się. - Ten pierwszy i ostatni raz.
Weszłam do białego pokoju, który był prawnie nieumeblowany. Oczywiście, nie licząc kołyski stojącej na środku. Podeszłam do niej wolnym krokiem i prawie zachłysnęłam się powietrzem, gdy zobaczyłam te mądre, szmaragdowe oczy. Moje oczy.
- Jesteś taka piękna - uśmiechnęłam się blado i wyciągnęłam w jej stronę dłoń. Delikatnie pogłaskałam ją po główce. Choć miała zaledwie tydzień, wyglądała jak kilkumiesięczne dziecko.
- Myślisz, że eliksir zmieni coś w jej rozwoju? - zapytał Christopher, stając za mną.
- Tak - powiedziałam, nie patrząc na niego. - Sprawa została jasno przedstawiona. Urodzi się natychmiast i w ciągu najbliższego miesiąca będzie wyglądać już jak sześciolatka. Potem jej wzrost zmniejszy się do normalnego. Za miesiąc powinna już dorastać całkowicie normalnie. Nie licząc oczywiście jej skłonności do krwi - zaśmiałam się cicho.
Poczułam, że również się uśmiechnął.
- Jak zamierzasz ją nazwać?
- Jev nazwie ją, jak wróci.
- A jesteś pewna, że wróci?
- Tak - odpowiedziałam natychmiastowo, odwracając się do niego. - Muszę już iść. Zajmij się nią.
- Obiecuję - w jego oczach zalśniły łzy. - Będzie mi ciebie brakować, Kathie. Zabiję ją czarownicą, przyrzekam.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie. Sama to zamierzam zrobić. Jeszcze dzisiaj - przytuliłam go mocno. - Uważaj na siebie.
- I ty na siebie. Tamto miejsce... Nie będzie przyjemne.
Roześmiałam się gorzko.
- Oj, na pewno nie będzie.
Zapukałam głośno w drzwi, prawie je wywarzając. Nagle otworzyły się i wyjrzała zza nich zdziwiona Yona. Najwyraźniej nie spodziewała się mojej obecności.
- Nie jesteś tu miele widziana... - warknęła, na mój widok.
- Tak, tak - mruknęłam i machnęłam dłonią. Po chwili pojawiła się przede mną szklana trumna, niczym w Królewnie Śnieżce. Leżała w niej piękna, młoda dziewczyna. Jej włosy były koloru ciemnego blondu, a skóra śniada. Była naprawdę cudowna. Aż zdziwiłam się, że może być córką takiej brzydoty, jak Yona. - Uduszę ją, jeśli nie zrobisz tego, co ci rozkażę - znacząco uniosłam dłoń i zacisnęłam ją w pięść. Choć Jaquliene była nieprzytomna, gwałtownie wciągnęła powietrze. Prócz tego, nadal była pogrążona w śpiączce.
- Widzę, że nie lubisz owijać w bawełnę.
- Mam dzisiaj napięty grafik - mruknęłam. A od ciebie chcę tylko jednego. Wyciągnęłam z kieszeni króliczą łapkę i rzuciłam jej. Instynktownie złapała, a potem zaklęła głośno. Uśmiechnęłam się tylko i sprawiłam, że trumna z Jaqulienie rozpłynęła się w powietrzu. - Gładko poszło. Miłej zabawy.
- Czekaj! - krzyknęła, za nim zdążyłam wsiąść do samochodu. - Wiesz, co to oznacza? Jutro rano zacznie się klątwa.
- Wiem - mruknęłam obojętnie. - Przez nią musiałam przyśpieszyć poród.
Wyprostowała się i przyjrzała mi się bacznie.
- Więc i twoja córka straci matkę, tak jak moja.
Zaśmiałam się.
- Straciła cię już dawno. Po tym, jak wcisnęłaś jej do buzi to przeklęte jabłko - odpaliłam silnik. - Do zobaczenia, Yono. Spotkamy się w Piekle.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz