- Co zrobiłaś?
- Skąd jakieś podejrzenia, że coś zrobiłam? - mruknęła wzruszając ramionami
- Masz tę szatańską minkę. - nachyliłem się i złożyłem pocałunek na jej wargach.
- Noszę ją na specjalne okazje. - wymruczała w moje usta
- Tą sukienkę też. Nie miałabyś ochoty jej ściągnąć? - uśmiechnąłem się drapieżnie
- Jeszcze jak. - odparła słodko-niewinnym głosem i podskoczyła tak by opleść swoimi nogami mój pas. - Ale nie teraz. Mamy gości. - zaoponowała zrezygnowana
- Goście mogą poczekać. - odparłem i zaniosłem ją do pokoju.
Zamiast na łóżku postawiłem ją na podłodze, nieco oszołomioną. Rzecz jasna moimi pocałunkami i tym, że je przerwałem. Nie czekając już na nic rozpocząłem swoją przemowę.
- Katherine, chciałbym ci oczymś powiedzieć - zacząłem bardzo niepewnym głosem, nawet jak na mnie. - Nie jestem pewien czy nie zbyt szybko podjąłem taką decyzję, więc będę - zaciąłem się, a ona uniosła pytająco brwi - znaczy... nie będę - ach, nie tak to miało wyglądać! - zły jeśli będziesz zła lub...
- Jev, mów o co chodzi! - zgromiła mnie wzrokiem wyraźnie zaniepokojona i zszokowana moją plątaniną słów i westchnień.
- Katherine Aristow, nie znamy się zbyt długo, ale doskonale wiesz jak na mnie działasz, i jakim uczuciem cię darzę. Owocem naszej miłości jest ona - zacząłem już się nie jąkając, odzyskując swój swobodny szarmancki ton. Wskazałem na jej nieco zaokrąglony już brzuszek i uśmiechnąłem się na chwilę przerywając. - Tak jak niedawno stwierdziłaś nasza miłość jest skomplikowana jak... - zamyśliłem się szukając porównania - czy jest coś bardziej skomplikowanego niż my? - mruknąłem, a jej uśmiech się poszerzył. Chyba wiedziała do czego biję. - Zatem czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt - tu uklękłem na jedno kolano - i została moją żoną? - zapytałem szukając w jej oczach odpowiedzi i próbując przygotować się psychicznie w razie odmowy.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz