Nie odzywał się, tylko patrzył na mnie wyczekująco.
- Daj mi dwadzieścia cztery godziny - odezwałam się cicho. - Za równo dwadzieścia cztery godziny poznasz moją odpowiedź. Muszę pomyśleć.
- I pewnie wolisz zostać sama na ten czas? - zapytał, równie cicho.
- Nie - uśmiechnęłam się i pocałowałam go mocno. - Myślę, że przyszliśmy tu w jakimś celu, który mam zamiar osiągnąć...
Smutek częściowo zniknął z jego twarzy i pojawiła się drapieżność. Odwzajemnił pocałunek i pchnął mnie na łóżko.
- Gdzie zniknęliście? - syknął Christopher, mierząc mnie spojrzeniem. - Dobra, nie będę pytać. Ale chciałbym z tobą o czymś porozmawiać - zwrócił się do mnie.
Wyczułam kłopoty. Cholera, co ja znowu zrobiłam, według niego?
- Dobrze - powiedziałam lekko i pocałowałam Jev'a w policzek. Następnie udałam się za Christopherem do ogrodu. Ku mojej zgrozie, na sektor róż.
- Możesz mi to wyjaśnić - wskazał na różę, która wyglądała na całkiem świeżą. - Wiem, co tu robisz. I wiem, że te wszystkie kwiaty to róże - pokręcił głową z politowaniem. - Kathie, nie możesz sobie zmieniać w róże kogo popadnie.
- Wiem. Zmieniam tylko tych, którzy mnie wkurzają - odpowiedziałam bez cienia skruchy. - Powinieneś to zrozumieć. W końcu czasem siedzisz w mojej głowie.
Przewrócił oczami.
- Niedługo będziesz matką. Chcę, żebyś...
- Przestała mordować, torturować i sprawiać cierpienie niewinnym? - zapytałam niewinnie.
- Nie powiedziałbym, że niewinnym - uśmiechnął się krzywo. Odwzajemniłam uśmiech. Och, był w środku takim samym dupkiem jak ja. - Możesz robić z nimi, co ci się dziwnie podoba. Chciałbym jednak, byś nie zwracała na siebie zbytniej uwagi. Szczególnie, kiedy urodzi się twoja córka. Nie możesz pozwolić, żeby kiedykolwiek cię na tym przyłapała.
- Wiem, Chris. Nie jestem głupia - westchnęłam.
- Nie jesteś. Ale czasem potrafisz przerażać. Gdzie się podziała ta niewinna dziewczynka, którą poznałem całe lata temu?
- Ta, która przysięgła zemstę swojemu mężowi, za to, że, dupek jeden, przemienił ją w wampira?
- Sam bym go zabił, gdybym miał okazję - mruknął.
Zaśmiałam się.
- Nie martw się. Rzuciłam na niego czar. Nie zbliży się do mnie nigdy więcej.
Pokiwał głową ze zrozumieniem, a potem uśmiechnął się chytrze.
- Skoro mowa o mężach. Co masz zamiar odpowiedzieć Jev'owi?
- Już wiesz? - jęknęłam. - Jezu, z tobą to nie ma odrobiny prywatności.
- Potwierdzam. Strasznie głośno myślisz - wziął mnie pod ramię i ruszyliśmy w kierunku domu. - To co masz mu zamiar odpowiedzieć?
- Jeszcze się zastanawiam - pokręciłam głową. - A ty, jak uważasz?
- Ja nic nie uważam. Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa.
- I nawzajem - nagle przypomniało mi się coś, co usłyszałam całkiem niedawno w jego głowie. - A tak po za tym... Opowiedz mi o Kaylie.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz