Westchnąłem i włożyłem kluczyk do stacyjki.
- Wampirzyce - szepnąłem zirytowany
Katherine splotła ręce na piersi, założyła nogę na nogę i odwróciła wzrok wpatrując się w znikające za nami drzewa.
Pięć minut potem wjeżdżałem Bugatti'm na mój podjazd. Z dala było już słychać muzykę i hałas.
Wyślizgnąłem
się z samochodu i otworzyłem drzwiczki Katherine by mogła wysiąść, to
samo zrobiłbym z drzwiami od holu, ale były otwarte. Wzięła swoją
malutką torebkę - kopertówkę, czy jakoś tak i weszła do domu. Od razu
przywitał nas kelner i podał dwie lampki czerwonego wina.
Nagle ktoś złapał mnie za ramię.
- Jev! - krzyknął Rixon głośno, bo muzyka go zagłuszała. - Co tak długo? - zlustrował wzrokiem Katherine.
- Cześć - podał jej dłoń - Znamy się, oszukiwałaś w bilarda. - zaśmiał się
- Wcale nie oszukiwałam - mruknęła
- I tak miło cię znów zobaczyć. - odparł. - Puszczają teraz wolnego, idziesz zatańczyć? - podał rękę Katherine.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz