Rixon wyjął sobie broń z rany, z której trysnęła krew.
- Ty gnojku - warknął
- O nie! Moje białe poduszki! - westchnąłem teatralnie udając, że wypłakuje na nich moje smutki. Zaśmiałem się przeciągle i wyjąłem z lodówki torebkę krwi. Odkręciłem kurek i zacząłem sączyć płyn, który mimo tego, że leżał w zamrażarce rozgrzał się w moim gardle.
Westchnąłem rozkoszując się smakiem płynu. Już miałem wyjść do miasta na łowy, tym bardziej nieco subtelne, ale zatrzymał mnie znajomy i irytujący głos.
- Nie tak prędko - zamknęła drzwi na zasuwę i stanęła mi przed nosem. Ciemnowłosa.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz