- Będzie tyle kłopotów z biurokracją. Jeśli zdąży pozabijać wszystkie wampiry w mieście, będzie grozić mu kara śmierci. A poza tym: Gdzie ja będę jeść? - ponownie pokręciłam głową. - Będzie za bardzo rzucał się w oczy, to jest pewne. Nie ma tak rozwiniętego talentu manipulacji, jak ja. Zacznie działać prawem siły i kłów. I tysiące lat ukrywania się w cieniu rozbiją się w drobny mak przez wampira, którego umysł powrócił do początków XVIII wieku!
Shevy spojrzała na mnie z niedowierzeniem.
- I tylko tym się martwisz? Biurokracją? Prawem?
- Strażnicy prawa nie będą mieli innego wyboru i skażą go na śmierć, za zbyt pokazowe zabijanie.
Zmarszczyła brwi i w jednej chwili coś do niej dotarło.
- A strażnicy prawa to nie przypadkiem przywódcy? Z tego, co słyszałam, to ty najlepiej znasz kodeks. Znaczy, że... To ty skażesz go na śmierć! Nie możesz tego zrobić!
Prychnęłam.
- Oczywiście, że nie mogę. W końcu go kocham - warknęłam, a przez twarz Shevy przebiegł zazdrosny cień. - Jeszcze nic nie zrobił. Trzeba go zatrzymać, bo nie będę miała wyboru - zacisnęłam usta w wąską linię. - A jeśli nie ja, to ktoś inny go zabije. Nie możemy na to pozwolić.
- Nie możemy - zgodziła się. - Na co, więc czekamy?
- Na zbawienie świata, dikar* - mruknęłam sarkastycznie i zaczęłam iść w kierunku drzwi.
Jev?
Dikar - "dzikus" z rosyjskiego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz