- Jev... - wycedziła.
Odwróciłem się i zobaczyłem Barbie, która wpatrywała się we mnie z frustracją.
- Czego? - spytałem unikając jej wzroku - Butiki nie w tych stronach. - staksowałem ją spojrzeniem.
Moją uwagę puściła mimo uszu, stała dalej jakby dwunasto centymetrowe szpilki wbiły się w bruk. Przy okazji bombardowała mnie przenikliwymi oczyma.
- Spadaj. - poleciłem, ale ona podeszła do mnie i usłyszałem tylko zgrzyt kości mojej głowy i ciemność.
***
Budziłem się.
Leżałem na jakimś twardym...łóżku. Na deskach?!
Nagle się opamiętałem i przypomniałem sobie zdarzenia sprzed stracenia przytomności.
Ta blondyna skręciła mi kark.
Podniosłem się gwałtownie i zobaczyłem, że moje ręce są wykręcone do tyłu i związane sznurem.
- Co do diabła? - spytałem mrugając powiekami. - Gdzie ja jestem.
Barbie podeszła do mnie i przesłała mi obrazy.
Gdy zadała cios, pakowała mnie do samochodu, przywiozła na...odludzie.
- Jesteś w swojej stajni, kretino. - odparła kopiąc kamień czubkiem buta.
- Stajni? - popatrzyłem na nią zdegustowany.
- Xana. Kawaler. Stajnia. Nie pamiętasz? - splotłszy ręce na piersi ukradkiem zerkała w kierunku drzwi.
- Po co mnie tu przywlokłaś? - powiedziałem jadowicie sącząc słowa. Przegięła pałę.
- Może to cię otrzeźwi - wskazała dłońmi drzwi gdy nagle do pomieszczenia weszła ta ciemnowłosa wampirza-wariatka.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz