piątek, 29 sierpnia 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine

- W takim razie *żegnaj* - mruknąłem przenikając do jej myśli. - Nie mam nic do stracenia. - wzruszyłem ramionami i wstałem.
Usłyszałam kolejny szelest i trzask łamanej gałązki.
Już miałem wymówić litanię przekleństw gdy zza drzewa wybiegł kruczoczarny koń ponoć imieniem Xana.
Klacz podeszła do mnie spoglądając nieufnie w me oczy.
- Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - rzuciłem głaszcząc Xanę po łbie. - Podobno jesteś mą odwieczną kompanką, to prawda? - uniosłem brew. Ta tylko zarżała niby to oburzona i gdy skończyła kręcić się w kółko zaczęła skubać trawę, nie spuszczając mnie ani na chwile z oka.
***
Wróciwszy do domu zastałem Blondi i Bicepsa w salonie. Dziewczyna oglądała jakiś reality show, a chłopak podnosił ciężarki. Nie wydawali się sobą zainteresowani. Ciekawe dlaczego.
Barbie nie przekręciła nawet głowy by zobaczyć, kto przyszedł. Doskonale wiedziała.
- Siema - wyłożyłem zabłocone buciory na przezroczysty stolik.
- Gdzie stary Jev, który utrzymywał wszystko w nienagannym porządku? - spytał retorycznie Biceps odkładając na chwilę półtora tonowy ciężarek.
- Mówisz o tym Jevie, który prawdopodobnie nigdy nie wróci? - odwróciłem kota ogonem - Wybacz, nie znałem go. - rozłożyłem dłonie w przepraszającym geście. - Więc możecie sobie już iść i darować to niańczenie i posiadanie nadziei, że ten stary nędzny Jev kiedyś się tu pojawi.
Blondi syknęła i kopnęła mnie w nogi zrzucając je z kryształowego stolika.
- Nie mów tak - zaprotestowała ostro
- Bo co? I tak się wyprowadzam. - odparłem kolejny raz lekceważąco wzruszając ramionami. - Idę coś przekąsić - wstałem i poszedłem do kuchni.
- Nie bądź tego taki pewien. - wtrącił Rixon podchodząc do mnie wolno.
- Bo co - powtórzyłem i złamawszy drewniany wieszak wbiłem mu go w brzuch.

Katherine? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz