wtorek, 5 sierpnia 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine

Gdy pożegnałem się z Katherine mimo zmęczenia pobiegłem do lasu.
Chowałem się za drzewem i lustrowałem wzrokiem jelenia. Ten niczego nieświadomy samiec skubał trawę, która rosła prosto pod jego nos. Wykonałem bezszelestne podejście i wybiegłem na niewielkie ostępy leśne. Byk dopiero teraz, gdy było już za późno zdecydował się na ucieczkę. Nie zdążył, więc został moją kolacją.
***
Zaglądnąłem do stajni, dwa konie były już w swoich boksach. A tak właściwie w jednym boksie, ale no cóż...
Powitałem ich i napełniwszy im miski z wodą do pełna wyciągnąłem dwa kawałki szarlotki. Poczęstowałem ich. Wydali z siebie pełen zadowolenia pomruk. Zaśmiałem się i wyszorowałem Kawalera, dalej nie wiedząc jakie imię mu nadać. Rozczesałem czarną grzywę Xany, z której wyskoczyło mnóstwo paprochów.
- Dobranoc. - pożegnałem się i poszedłem do domu.
Ledwo się położyłem odpłynąłem w błogą nicość.
***
Katherine nie zadzwoniła do mnie tego dnia. Zastanawiałem się kiedy da mi cynk i pójdziemy do "TO". Przed godziną piętnastą wybrałem się do niej z łopatą i nasionkami.
Jednak nie otworzyła mi, a ja nie wyczuwałem jej obecności.
Postanowiłem zregenerować jej ogród i posadziłem pięć rzędów róż; w każdym były inne kolory. Począwszy od białego, różowego, pomarańczowego, żółtego, srebrno-niebieskiego skończywszy na czarnym. Podlałem je magicznym specyfikiem, którego dolałem do wody. Gdy miała wrócić do domu, jej ogród miały porosnąć te piękne róże.
Zastanawiałem się gdzie poszła. Może postanowiła sama wybrać się do "TO". Tak czy inaczej pobiegłem w tym kierunku.
***
Przeciskając się przez tłum zebrany w sali Tablicy Ogłoszeń stwierdziłem, że jednak Katherine tam poszła. Dochodziła pietnasta. Stanąłem na samym końcu pomieszczenia, bo żaden wampir nie chciał mnie przepuścić, no cóż z tej odległości też świetnie słyszałem. Na podium wyszła Katherine, nie usiadła na fotelu potocznie zwanym tronem więc uznałem, że jej prezentacja potrwa zaledwie kilkanaście sekund.
- Witam - przywitała wszystkich, z niezbyt wielką determinacją - Ostatnie ogłoszenie zostaje anulowane. Jednak zostaje. Wszystkie obiekcje proszę zostawić dla siebie - oznajmiła i wyszła. Długie przemówienie, nie ma co!
Poszedłem za nią.
***
- Katherine! - zawołałem ją, gdy zobaczyłem jak stoi do mnie odwrócona tyłem. - Super przemowa - zaśmiałem się. Podszedłem do niej i pocałowałem ją w policzek. Nie odwróciła się - Co się stało, Kath? - spytałem

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz