Parsknąłem śmiechem i wysiadłem z auta. Otworzyłem bagażnik i dokładnie go przeszukałem. Ale i tam nie znalazłem kropli benzyny.
Katherine siedziała na jakimś kamieniu ze splecionymi na piersi rękoma i nadąsaną miną.
Podszedłem do niej.
- Zawsze możemy pójść na piechotę. - uznałem, a ta pokazała mi
rozwścieczone spojrzenie - Albo to albo zakasaj rękawy i ciągnij
samochód - uniosłem pytająco brew. Nie odpowiedziała. - Ech... -
westchnąłem i podrapałem się po głowie, niby to zamyślony. - Mam! -
krzyknąłem jak uradowane dziecko co jeszcze potroiło gniew Katherine.
Wyciągnąłem z kieszeni telefon, ale okazało się, że nie ma...
- Nie masz sygnału?! - zawyła wampirzyca
- A gdzie ty się tak śpieszysz? - skwitowałem
- Jakbyś nie zauważył to dalej mam na sobie koszulkę ze SpiderMana i nie napiłam się latte! - krzyknęła
- Mogłem ci dać też taką czarną z napisem: "Sexy Men" i przypominam ci,
że piłaś sok pomarańczowy i kakao! - wypomniałem jej i zaraz tego
pożałowałem bo minę miała taką jakby chciała mi oderwać głowę. - Dobrze,
dobrze to ja znajdę swój kamień...
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz