- Co tu się dzieje?! - przerwałem krzyki faceta, który opierał się o ścianę, szkarłatna ciecz barwiła wszystko wokół. O, nie! Mój dywan!
Poczułem, że za mną zbierają się pełne ciekawości wampiry.
- Impreza skończona! - zawołałem i zamknąłem drzwi na klucz. - Co się stało? - podbiegłem do wstrząśniętej Katherine.
- Przepraszam - wychrypiał mężczyzna po czym zamknął powieki.
- Idiota - mruknąłem - Wyjaśnisz?
- Spałam, a tu nagle w ciemności ujrzałam ciemną sylwetkę, zapaliwszy światło okazało się, że to on skrada się do mojego łóżka z kołkiem w ręce. A potem to już wiesz. - wyjaśniła
- Dlatego jego palce leżą na moim dywanie? - spytałem sceptycznie
- Ja bym się martwiła Twoją psychiką - rzuciła okiem na moje czarne bokserki w uśmiechnięte buźki. Spaliłem raka.
Kątem oka zobaczyłem, że kaleka usiłuje wstać, ale kopnąłem go od tyłu. Zachłysnął się powietrzem i znów stracił przytomność.
- Podobno Jonathan Williams wyznaczył nagrodę za moją głowe - przyznała w końcu
- To ten łowca wampirów? - stwierdziłem
- Mhm - pokiwała głową
- Poczekaj chwilkę - poprosiłem i wyszedłem z pokoju z wysłannikiem Williamsa.
***
Zrobiwszy porządek z kaleką zrobiłem Katherine gorące kakao i zaniosłem na góre. Włożyłem parujący kubek w jej dłonie i wytarłem ściereczką krew na jej\mojej koszulce.
Siedziała na łóżku i sączyła napój podczas gdy ja sprzątałem i użalałem się nad moim białym dywanem. Gdy skończyłem usiadłem obok niej i przytuliłem ją do siebie.
- Dlaczego o ciebie mu chodzi? - zapytałem - Zalazłaś mu skórę?
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz