Xana wyruszyła swobodnym lecz prędkim krokiem, gdybym nie był istotą, która ma zdolność utrzymywania równowagi spadłbym już za pierwszym susem klaczy. Prędkość nie sprawiała jej różnicy, bo była nie do pokonania. Katherine może nie przepadała teraz za Xaną bo była zła, że Fiodor był śmiertelny i zmarł, a Xanie nigdy nie przydarzy się nic złego, nie napotka nigdy apokalipsy. Kawaler biegł trochę w tyle, Xana ujrzawszy to jak się biedak męczy zwolniła trochę kroku mimo mojego sprzeciwu i oczywiście pobiegła w jego kierunku. Ci zakochani! Miałem ochotę jej mocno dać po charapch, gdyby no cóż...nie była nieśmiertelną klaczą, która nawet mnie mogła powalić.
- Coś tak zasuwał? - zapytała Katherine
- Sorki, zapomniałem, że Xana się nie męczy, a Kawaler tak.
- Zapomniałeś? Taa, jasne. - prychnęła
Zaśmiałem się.
- Czyli jest śmiertelny? - spytała
- Tak - odparłem ostrożnie, niewiedząc czego się spodziewać: płaczu, walenia mnie po twarzy. Kobiety to gatunek niezrozumiały, wampirzyce to gatunek absurdalnie niezrozumiały. - Ale mogę to zmienić. - mruknąłem
- Jak to? - zaciekawiła się
- Pamiętasz zieloną ciecz, którą polałem ciało... - nie dokończyłem bo oboje wiedzieliśmy kogo.
- Mhm.
- Mógłbym wykombinować eliksir dla niego. - wzruszyłem ramionami
- Wampir-czarownica? - zadrwiła
Wyszczerzyłem kły w uśmiechu.
Xana i jej przyjaciel popatrzyli na mnie pytająco.
- Idźcie przodem. - ledwo to powiedziałem już ich nie było, biegnąc wznieśli za sobą tumany kurzu.
- Szkoda, że wyjeżdżasz. - splotłem ręce na piersi i starałem się by zabrzmiało to neutralnie. Nie udało mi się. - Będę tęsknił... - no jasne, wkop się głębiej. - To znaczy, nie będę miał z kim się droczyć. - poprawiłem się szybko.
- Z Rachel? - podsunęła mi
Parsknąłem śmiechem.
- Ona jest... - głupia, dziwna - Nie zastąpi ciebie. Zastanów się jeszcze... - powiedziawszy to pogrążyliśmy się w milczeniu.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz