***
Wdziałem dżinsowe szorty i biały podkoszulek bez rękawów i dopiero wtedy oficjalnie wyszedłem z domu.
Usiadłem na ławce obok Katherine i położyłem szklankę świeżo wyciśniętego soku tak by dzielił nas. Wampirzyca siedziała i wpatrywała się w przestrzeń.
- Ehh - zacząłem - Głupio wyszło. - wzruszyłem ramionami - Nie jestem lepszy od ciebie, może nawet gorszy. Bo obwiniam wszystkich dookoła za to kim jestem. Może nawet nie powinienem obwiniać Shevy, bo tak jak ten twój...zapomniałem jak mu na imię. Armando? Romano? No jak on się nazywa!
- Andre - podpowiedziała
- A no właśnie - uśmiechnąłem się - Ten cały Lamarie
- Lemarie - poprawiła mnie
- Dasz mi skończyć? - popatrzyłem na nią wilkiem - Bo Shevy tak jak ten francuz-idiota - musiałem to powiedzieć - chciała stworzyć ze mną rodzinę, ale nie zapytała mnie o zdanie. Mimo to wiem, że ty nadal go kochasz, a ja czasem nie mogę zapomnieć co straciłem. Ale wolałem ją jako człowieka, chciałem ją chronić, a okazało się, że ona nie jest i nie będzie taka krucha. Z łatwością może mnie zabić. Chciałem powiedzieć, że tęsknie za człowieczeństwem, ale to się już nigdy nie odwróci. Bo próbowałem.
Popatrzyła na mnie z pytaniem w oczach.
- Eliksiry i ta cała magia. Nie działa - wyznałem - Tęsknie za tym i staram się upodobnić to wampirze życie do tego zanim umarłem. Na próżno.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz