środa, 13 sierpnia 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Dobranoc - uśmiechnęłam się krzywo i zamknęłam za nim drzwi.
Rzuciłam się na miękkie łóżko i nawet nie sprawiłam sobie trudu, by się przykryć. Moje myśli skierowały się do mojego życia przed przemianą. Jaka byłam? Nieśmiała, skromna, wrażliwa. Jaka na pewno nie byłam? Stanowcza, sarkastyczna i, co najważniejsze, wredna.
Uśmiechnęłam się szeroko. Wtedy życie nie miało sensu...

Obudziło mnie zamykanie drzwi. Otworzyłam jedno oko, lecz wyłapałam tylko biały materac. Podczas snu musiałam zakopać się w pościeli. Podciągnęłam koszulkę Jev'a do dołu - ponieważ nie miałam na sobie bielizny - i usiadłam na łóżku. Byłam przygotowana na widok mojego ukochanego, więc zdziwiłam się, gdy zobaczyłam kogoś o wiele niższego, brzydszego i śmiertelnego. Srebrne jak stal oczy błysnęły przestrachem, gdy spotkały się z moim, twardym spojrzeniem. Natychmiast wstałam i przyparłam intruza do ściany. Prawdą dłonią lekko go przyduszałam.
- Coś ty za jeden? - syknęłam.
Uniósł ręce w geście poddania. Zaczął mruczeć coś po ukraińsku, a był to jeden z nielicznych języków jakich nie znałam. Warknęłam cicho i przycisnęłam go mocniej.
- Po angielsku, rosyjsku, francusku, rumuńsku, szwajcarsku, a nawet, kurwa, po łacinie! - prawie krzyknęłam. - Ale nie po ukraińsku.
Zaczął przepraszać chyba we wszystkich językach świata. Przyszedł do mnie w nocy, bo chciał się pochwalić swoim językoznawstwem?
- Odpowiedz - poluzowałam uścisk, ponieważ zaczęłam przypuszczać, że naciskając na jego tchawicę, mogę powodować u niego lekkie kłopoty z mówieniem. - Szybko - ponagliłam, gdy nadal nie odpowiadał.
Zaczął się szarpać i wydawało mi się, że chcę sięgnąć do swojej kieszeni w płaszczu, ale ja walnęłam go kolanem w brzuch, na co ten zapiszczał. Natychmiast sięgnęłam do owej kieszeni i moja rękę natrafiła na coś twardego i zimnego.
- O. Mój. Boże - wymieniłam każde słowo oddzielnie, kiedy moim oczom ukazał się srebrny sztylet. - Chciałeś mnie zabić?
Pokiwał głową i załkał. Z jego oczu zaczęły lecieć łzy.
- Dlaczego? - warknęłam, trzymając za rękojeść sztyletu lewą ręką, a drugą nadal go podduszając. Dziobnęłam go ostrzem w palce. - Za każde dziesięć sekund bez odpowiedzi, stracisz jeden palec.
Zapłakał ze strachu, ale przemilczał całe dwadzieścia sekund, kręcąc głową.
- Jak sobie chcesz - wzruszyłam ramionami. Przestałam go trzymać za szyję i chwyciłam jego dłoń. Czerwona ciecz poleciała, gdy przycisnęłam sztylet do jego kciuka. Krew trysnęła, gdy palec spadł na podłogę, ochlapując mi przy tym bluzkę. Biały dywan Jev'a ucierpiał. - Jeden paluszek. Drugi paluszek - wymruczałam, gdy palec wskazujący dołączył na ziemi do kciuka. Przez ten czas mężczyzna wrzeszczał tak głośno, że pewnie obudził wszystkich. Dziwiłam się, że jeszcze ich tu nie ma. - To co? Teraz będziesz mówił?
Pokiwał szybko głową.
- Williams wyznaczył nagrodę za twoją głowę - jego głosik był bardzo cienki.
- Co to za Williams?
- Jonathan Williams. Szef łowców wampirów. Jesteś na szczycie jego czarnej listy.
W tej chwili gwałtownie otworzyły się drzwi i do pokoju wbiegł Jev.

Jev? Mam sadystyczny nastrój *o*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz