środa, 27 sierpnia 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine

Ogarnęła mnie ciemność. Wylądowałem w ciemnym pokoju bez kształtu, nic nie widziałem prócz nicości. Jednak dobiegały mnie dźwięki i głosy, nieco przytłumione, ale jednak je słyszałem. Niewiele słyszałem poza tym, że powtarzałem sobie słowa Katherine. Jakaś czarna i wysoka postać wołała mnie: - Jestem tutaj! Przyjdź do mnie. - błagała bez ustanku. Wtedy zrozumiałem. To śmierć mnie woła. Jednak mózg odmawiał mi posłuszeńśtwa i coraz bardziej pchał mnie w stronę postaci z kosą.
- Nie - opierałem się świadomości, a może rzeczywistości. - Nie. - zaparłem się nogami, ale te również odmówiły mi posłuszeństwa. Poruszały się do przodu podczas gdy ja chciałem jeszcze chwile posłuchać.

Zbliżałem się coraz bardziej, nie mogąc nic zrobić. Nie posiadałem własnej woli, już nie. Wiedziałem, że po spacerze ze Śmiercią czeka mnie przeciwieństwo Edenu. Tak naprawdę nie wierzyłem, że mamy własnych bogów, może mamy poprzedników, ale nie opiekunów, którzy sprawują pieczę nad naszymi żywotami.
Ściany pokoju zwężąły się jeszcze bardziej, już miałem przekroczyć próg i podać ręce śmierci gdy ujrzałem białe światło, które prześwitywało spomiędzy zasłony ciemności. Ściany od razu powróciły na swoje miejsce, dając za wygraną. Pochłonęła mnie tak jasna energia, że przez chwilę myślałem, że to archanioły po mnie przyszły.
Prędko zwróciłem się w tym kierunku i wbiegłem w świątynie światłości.
***
Otworzyłem oczy i zobaczyłem nad sobą dach, dalej byłem w lonży przywódców. Zachłysnąłem się powietrzem gdy nagle z mojego nosa puścił obfity krwotok. Jęknąłem i usiłowałem wstać. Gdy już się wygramoliłem ujrzałem mnóstwo ludzkich trupów. Moi pobratymcy podnosili się z ziemi zupełnie skonsternowani. Jak i ja.
Ożyłem? Czy to anioły po mnie przyszły? Zaraz wyrzuciłem tę myśl z głowy. Na pewno anioły mnie wskrzesiły potym jak zabiłem około setki ludzi.
Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu kogoś znajomego.
- Kath? Rix? Shevy? - otworzyłem usta z nadzieją, że wykrzyczę te imiona, ale wydałem z siebie jedynie chrapliwe jęki. Nie wiedziałem skąd znam te imiona. To było takie dziwne. - Co tu się dzieje? - zapytałem bezgłośnie i zobaczyłem dwie skulone postacie w krzakach. Podtruchtałem tam. Za kurtyną liści siedziały dwa wampiry. Jeden wysoki i muskularny, drugi był wampirzycą - szczupłą i jasnowłosą.
- Jev! - usłyszałem jak woła mnie czyiś kobiecy głos. Ten ton ociekał tęsknotą przesyconą radością. Gdy się odwróciłem ujrzałem wysoką czarnowłosą wampirzycę o pięknych oczach i nieskazitelnej twarzy. - Kim... - urwałem bo kobieta przytuliła mnie miażdżąc moje kości w uścisku. Po chwili się oderwała i chwyciła moją twarz w swe dłonie i przybliżyła swe usta do moich. - Kim ty jesteś? - spytałem wpatrując się w jej twarz przenikliwie. Skądś ją znałem, ale nie umiałem sobie przypomnieć skąd. Przypominała mi kogoś, ale usiłując sobie przypomnieć kogo w mojej głowie brzmiała tylko pustka.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz