- Moja bryka! - ryknął Rixon - Za kogo ta szmata się uważa?! - z bezradności uderzył w kierownice, która i tak już odpadała. - Jevvvv! - tak, to ten ryk, który informuje o tym, że coś przeskrobałem i z chęcią mój kumpel wrzuciłby mnie do Atlantyku, a przed tym no cóż...
Zacisnąłem usta w wąską linijkę.
- Baby... - szepnąłem, na co ten uderzył mnie w twarz. - A to za co? To nie ja rozwaliłem twój samochód od Emmy. - Na sam dźwięk jej imienia zesztywniał. - Stary, przepraszam. - ale ten wysiadł z samochodu, a raczej jego resztek i pociągnął mnie za sobą. Bo za chwilę i tak jego cząstki wybuchnęły w powietrze zostawiając za sobą tylko popiół.
- Dobra, nie ma nad czym rozkminiać. Emma to przeszłość, tak jak ten samochód - rzekł głosem niewyrażającym emocji.
- Odkupię ci. - przyrzekłem i usiadłem po turecku na jakiejś trawie obok niego. - Wiem, że to już nie będzie to samo, ale odkupie ci - tylko tyle umiałem mu powiedzieć.
- Dobra, musimy się jakoś stąd wydostać. - poklepał mnie po ramieniu.
Włożyłem do ust dwa palce i zagwizdałem.
Xana wyłoniła się z mgły, której wcześniej nie było i podbiegła do nas stukając kopytami o ziemię. Był z nią też Kawaler - cały zdyszany.
- Xana! - Rixon poklepał ją po łbie na co ta zarżała zadowolona. - I?
- Jej chłopak. - zaśmiałem się, a ogier zaszedł mnie od tyłu i przewrócił. - Kawaler - rzekłem wypluwając ziemię z ust.
- Powalasz kreatywnością nadawania imion.
- Zastanowie się nad szkołą - zapodałem mu sójkę w bok.
Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy do miasta.
Z moim przyjacielem czułem się dobrze, ale świadomość, że wampirzyca, która wyznała mi miłość,(która nie jest szczera, tak jak to dziś udowdniła) mówi o mnie jak o śmieciu, a do tego próbuje zabić, nie była najweselsza.
***
Siedziałem na ganku podczas gdy Rixon opróżniał moją lodówkę (tak właściwie nie był głodny, tylko chciwy i zdenerwowany) rozmyślając nad wydarzeniami z niespełna godziny.
- Chyba z Tobą zamieszkam! - oznajmił uroczyście Rixon trzymając w ręce kawał bułki bagietki posmarowany masłem orzechowym i piwo Lager. Idealnie dopasował swój obiad.
- Niby czemu?
- Gościu! Pełna lodówka jedzenia, piwa, wodne łóżko i największy telewizor na świecie!
- Serio? Nie wiedziałem. - wymusiłem uśmiech. Starałem się brzmieć beztrosko i leniwie, ale wychodziło tylko z tego moje zdenerwowanie i puste spojrzenie.
- Albo sobie już pójdę. - powiedział i zaczął szukać kluczyków do samochodu, który już nie istniał. Po chwili sobie przypomniał i westchnął głęboko. - Zostały tylko kluczyki.
- Ile razy mam cię przepraszać.
- To nie Twoja wina! - zaprotestował ostro - Tylko tej twojej... - wyłączyłem się gdy z jego ust wysypała się litania przekleństw. - dziewczyny - zakończył.
- Weź mój samochód. - podałem mu kluczyki. - Nie jest mi już potrzebny. Kupie sobie inny. - rzuciłem na odchodnym - Wygram inny - poprawiłem się i pomachałem mu.
W odpowiedzi usłyszałem tylko dźwięk zapalającego sie Bugatti'ego i wyjazd z mojego parkingu.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz