poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Nie mam pojęcia - odparłem bez ogródek.
- Żartujesz? - spytała, niemal widziałem jak wylatuje jej para z nosa.
- Na Twoje szczęście tak - przytaknąłem - Rix po nas przyjedzie. - zerknąłem na zegarek, którego nie miałem - Za jakieś 30 minut powinien być. - poinformowałem ją.
Wypuściła powietrze z płuc, wyraźnie zadowolona.
- Patrz! - wskazałem podbródkiem zalesiony teren - Jeśli tam jest las, to zapewne zamieszkują go jakieś zwierzęta.
- Nie jestem głodna. - wystawiła język z niesmakiem
- Ale ja jestem. - uśmiechnąłem się łobuzersko i pobiegłszy w las krzyknąłem - Kto pierwszy ten lepszy!
***
Skradałem się za niewielkim drzewem, który chociaż trochę mnie osłaniał. Wśród traw siedziała starsza sarna o pustym spojrzeniu i szczupłych nogach, na których ledwie się utrzymywała. Pewnie nadchodzi jej kres, pomyślałem gdy upadła na ziemię ze skowytem i wtedy ujrzałem jątrzącą się rane na tylnej lewej nodze. Postanowiłem się do niej zbliżyć, gdy to zrobiłem zarżała lekko wiedząc, że za kilka sekund czeka ją ukojenie. Pochyliłem się i chwyciwszy jej łeb zakończyłem cierpienie łani. Następnie zrobiłem to co podpowiadał mi instynkt łowiecki.
***
Katherine siedziała na pniu sosny i wpatrywała się w swoje czarne paznokcie, z których lakier już schodził.
- Rixon już nadjeżdża - powiadomiła mnie i wstała chwytając mnie za ręke.
- Czyli Rix wziął Twój samochód wtedy gdy ucięłam sobie drzemkę. I nic nie słyszałam? - zdziwiła się
Parsknąłem śmiechem.
- No wiesz...kakao w środku nocy jest bardzo kojące. - uśmiechnąłem się tajemniczo
- Wsypałeś tam środki nasenne? - spytała, a jej czarne źrenice lekko się zwęziły
- Uspokojające. - poprawiłem ją. Dochodziliśmy już do czerwonego kabrioletu Rixona gdy ten oparty o maskę postanowiłem się z nami przywitać.
- Witam, zakochane gołąbeczki - popatrzył na nas spod przeciwsłonecznych okularów, a raczej na nasze splecione dłonie.

Katherine? Brak weny ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz