Co poranek znajdowałem ją w moim nowym aucie, którym zachwycała się jak głupia. Lexus LF-LC Hybrid Concept, owszem - było się czym zachwycać.
http://ekskluzywne.net/sites/default/files/styles/artykul_lista_thumb/public/field/image/lexus_lf-lc_hybrid_concept_lexus_luksusowy_ekologiczny_luksusowe_samochody_hybryda_prostota_klasyka_motoryzacja_samochody_sportowedrapiezny_nowoczesny.jpg
Brakowało mi mojego czarnego Bugattiego, ale jakoś musiałem przeprosić Rixon'a, za auto i za to, że nie pozwoliłem zamieszkać mu w moim domu. Za to miałem innego lokatora. Lokatorkę.
Po tej dwu miesięcznej przerwie dostałem zawiadomienie by przyjść do Sali Zebrań. Właśnie zapinałem guziki czystej białej koszuli gdy uświadomiłem sobie obecność Shevy. Siedziała na kuchennym blacie, jej jasna karnacja i długie, kręcone blond włosy kontrastowały się z zwiewną białą sukienką do połowy uda. Mimo butów na obcasie, jej długie nogi i tak zwisały z wysokiego blatu.
- Cześć, Jev - uśmiechnęła się ukazując rząd białych zębów - Co tam masz? - zaglądnęła mi przez ramię - Czy to od tej morderczyni? - spytała wyrywając mi kartkę - Och - zaśmiała się - Nie, ale od rady.
- Do śmiechu ci? Ty też musisz tam iść. - skwitowałem i odsunąłem się od niej na dobry metr.
- Chyba żartujesz - zadzwoniła bransoletkami - Jestem w Angli, jakby to ująć...hm...Nielegalnie?
Uniosłem pytająco brew.
- Ale spokojnie - poklepała mnie po ramieniu, przytrzymując dłoń o kilka sekund za długo - Mam swoje znajomości. - wytaiła mi.
Wzniosłem oczy ku niebu.
- Czy ty mi dasz kiedyś spokój? - doskonale wiedziałem, że nie
- To dlaczego mnie nie zabijesz? - spytała
- Dlaczego nie dasz mi spokoju, kiedy wiesz, że go potrzebuje?
- Potrzebujesz miłości. - odparła.
Zacisnąłem dłonie w pięści, aż mi kostki pobielały i uderzyłem w aneks kuchenny z tak wielką siłą, że roztrzaskałem go w drobny mak.
- Przynajmniej nie jesteś damskim bokserem - puściła do mnie oczko i wychodząc "przypadkiem" otarła się o mnie.
***
Rixon nie był pod przewodnictwem Katherine, ale rządził nim Pavlo. Niby najstarszy z przywódców.
- Ciekawe co zaś wymyślili. - rzekł Rixon splatając ręce na piersi. - Jev! Kiedy tak przypakowałeś? - spojrzał na moje ramiona.
- Stres.
- Ta stara nie daje ci spokoju? - zagaił
- Żeby jeszcze. - zrobiłem nadąsaną minę - Wszędzie za mną łazi, niedość, że co dzień siedzi w mojej kuchni, samochodzie to jeszcze... - westchnąłem i teatralnie załamałem ręce.
- Nie mamy szczęścia do kobiet.
Przytaknąłem i postanowiłem już posłuchać Pavla, według, którego jedno pstryknięcie palcem nas uciszy.
***
- Czekajcie! - zawołałem głośno, ale nikt nie chciał mnie słuchać. Mimo zakazów wbiegłem na podium i zwróciłem się do Pavla. - Nie możemy negocjować? - domagałem się - Dlaczego mamy ich potraktować po barbarzyńsku tak jak robiliśmy do stulecia temu?!
- Do którego klanu należysz? - zapytał takim tonem jakby nie słyszał wcześniejszych wypowiedzi.
Omiotłem wzrokiem podium.
- Tak się składa, że do żadnego. - wzruszyłem ramionami. Chyba złapali haczyk.
- Więc jazda mi stąd!
- Jev, co ty opowiadasz przecież jesteś z klanu Katherine. - Lindsay podbiegła do mnie i odwróciła mnie w stronę wampirzycy. Zilustrowałem ją wzrokiem. Wiele się nie zmieniła.
- Katherine! - zawołał Pavlo
- Dzięki. - zacisnąłem zęby i posłałem Lindsay mordercze spojrzenie. Młode wampiry
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz