- Jak chcesz - obrzuciłam krytycznym spojrzeniem swoje odbicie w lustrze. - Muszę się przebrać. Nie mogę tam iść w spodniach. Daj mi pięć minut.
Chciał dyskutować, ale ze mną nie było dyskusji.
Po pięciu kobiecych minutach - czyli normalnie po godzinie - wyszłam z mojej garderoby. Wreszcie wyglądałam, jak należy. Nałożyłam niebieską sukienkę do połowy uda, która przylegała do ciała jak druga skóra, nie miała pleców i była bez ramiączek. Do tego czarne szpilki na dwanaście centymetrów i długie, srebrne kolczyki. Włosy lekko pofalowałam.
- I jak wyglądam? - uśmiechnęłam się szeroko.
- Pięknie - westchnął Jev, wyraźnie zniecierpliwiony. Co chwila zerkał na zegarek.
Przygryzłam wargę i dotknęłam włosów.
- Pięknie? - jęknęłam. - Wiedziałam, że muszę ułożyć włosy inaczej. Nie mogę wyglądać pięknie!
Już miałam wrócić do garderoby, ale Jev chwycił mnie za łokieć i pociągnął ku drzwiom. Zaczęłam narzekać, ale on wydawał się mnie nie słuchać.
- Wyglądasz przecudnie, oszałamiająco, bezkonkurencyjnie - powiedział z wyrzutem. - To możemy już iść?
Fuknęłam pod nosem coś o mężczyznach i ruszyłam w stronę jego samochodu. Chciał mi podać rękę, ale trzepnęłam go w dłoń, obrażona. Zajęłam miejsce pasażera i postanowiłam się więcej nie odzywać.
Jev? Kath ma focha xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz