czwartek, 28 sierpnia 2014

Od Jev'a - CD historii Katherine



Patrzyłem jak czarnowłosa wampirzyca biega po placu i wypytuje inne wampiry o coś tam. Nie słuchałem bo nie interesowało mnie o co, ani co się stało.
Koleś-biceps wpatrywał się we mnie niedowierzająco a Barbie myślała na głos.
- No to cześć - wstałem i odszedłem w swoją stronę. Na parę kroków bo Biceps i Barbie mnie zatrzymali.
- Jak to nic nie pamiętasz?! - potrząsnął mną wampir, a wampirzyca poczęła go uspokajać.
Wzruszyłem ramionami.
- A wy kim jesteście? - spytałem od niechcenia.
- Rixon, twój najlepszy kumpel. Brat od ponad trzech wieków, kompan do zabaw i ty mnie nie pamiętasz? - wyjaśnił.
- A ty, Blondi?
Wampirzyca obruszyła się, ale odpowiedziała po chwili.
- Przemieniłam cię w wampira, Jev. To mnie przez całe życie nienawidziłeś za to co ci zrobiłam... - chciała ciągnąć dalej, ale przerwałem jej lekceważącym ruchem dłoni.
- Nieważne. - otrzepałem ręce z piachu i ruszyłem przed siebie. - Przynajmniej jesteś ładna... - rzuciłem na odchodnym.
***
Nie miałem po co wracać do domu, więc zmyliłem B&B (Barbie and Bicepsa), że kieruje się do domu. Natomiast ruszyłem w miasto, dużo dalej od Big Ben. Przechadzałem się między uliczkami gdy nagle wyczułem kłujący zapach żelaza i metalu. Uderzył w moje nozdrza, a ja ruszyłem za wonią, która mnie wołała. Doprowadziła mnie do jakiegoś pełnego ludzi baru, była dyskoteka. Podszedłem do barku i posłałem zalotne spojrzenie kelnerce.
- Cześć - ukazała mi się w całej swojej postaci. Skąpy czarny strój i kolczyki wielkie niczym London Eye.
- 2 razy Burbon, możesz dać całą butelkę. - odparłem
- Jesteś pewien - zlustrowała mnie wzrokiem - On ma 80% mocy.
- Tym bardziej
- Burbon lejemy tylko po kieliszku, jest bardzo silny - wyjaśniła mi nieco starsza kelnerka od tej pierwszej.
- W takim razie wypije coś innego. - postanowiłem wpatrując się w jej oczy - Podejdź tu - zachęciłem ją. - Nie krzycz. - wbiłem kły w jej pulsującą tetnicę. Czerwony płyn przeniknął do mojego gardła gdzie zagrzał swoje miejsce.



Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz