środa, 20 sierpnia 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

Minęły dwa miesiące, od kiedy ostatni raz widziałam Jev'a. Nie ukrywałam, że tak naprawdę nie miałam ochoty go widzieć. On także nie odezwał się, ani słowem. To były bardzo samotne dwa miesiące, lecz nie narzekałam. Skupiłam się na pracy i unikaniu ludzi Williams'a. Także Pavlo Blanchard, jeden z przywódców z czterech przywódców klanów w Anglii (którym jednym byłam ja), nie dawał mi spokoju. Został przemieniony, gdy miał gdzieś z pięćdziesiąt lat, ale ciągle zachowywał się, jak dwudziestolatek. Nie znaczyło to, że nie znał się na swojej robocie. O, nie. Znał się bardzo dobrze. I to przez nią nie dawał mi żyć. Co chwila przychodził do mnie i prosił mnie o przysługi. Praktycznie zamieszkałam w Londynie.
Pewnego dnia Pavlo, ja i Thomas, następny z przywódców, postanowiliśmy zwołać zebranie wszystkich wampirów z naszych klanów. Poprzedniej nocy miarka się przebrała. Odkryto zakołkowanego młodego wampira, który - licząc w nieśmiertelnych latach - miał dwa lata oraz jego - o, dziwo - ludzką dziewczynę. To było naprawdę dziwne, że zabijali swoich.
Spotkaliśmy się w Sali Zebrań - ponieważ Tablica Ogłoszeń była za mała - o godzinie pierwszej w nocy. Była zapchana po brzegi i słychać było głośne szepty złączone w jeden szmer. Ja, Pavlo i Thomas usiedliśmy na "tronach" na niewielkim podwyższeniu. Thomas, jako, że był z nas najstarszy, odchrząknął. To wystarczało, by wszyscy zamilkli.
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, by oznajmić wam, że miarka się przebrała - oznajmił. - Koniec z ciągłym patrzeniem z boku. Teraz to my zaatakujemy. Zakaz nadmiarowego zabijania ludzi nadal obowiązuje, a jednak - podniósł jeden palec. - Od dzisiejszego dnia każdy łowca wampirów zostaje skazany na śmierć. Mamy także zapewnioną przewagę, ponieważ dzisiejszego dnia pod główną kwaterę podłożono bombę - tu spojrzał znacząco na mnie, a ja przyjęłam niewinną minę i udałam, że sufit jest bardzo interesujący. - I mamy pilot, dzięki któremu ona wybuchnie. Nie zamierzamy jednak od razu wciskać guzika - pokiwał palcem. - Na początku trochę się potargujemy i nie ważne, jakie kłamstwa wyjdą z naszych ust, wiedźcie, że ta bomba dziś wybuchnie.
Głośne okrzyki go poparły. W tej chwili drzwi się otworzyły, a dwóch strażników wprowadziło Jonathana Williams'a - przywódcę łowców wampirów. Twarz miał przestraszoną i patrzył na wszystkich błagalnie. W odpowiedzi dostał jednak pełne złości i obrzydzenia spojrzenia. Strażnicy rzucili go przed podest, na których my siedzieliśmy, ale wycelowali w niego karabiny.
- Jonathan Williams - Pavlo uśmiechnął się złośliwie. - Znowu się spotykamy.
Łowca wymamrotał jakież przekleństwa, za co jeden ze strażników go kopnął. Wyjęłam zza brązowego płaszcza owy pilot z czerwonym guzikiem i położyłam go na stoliku stojącym przed "tronami".
- Mały Jonny - uśmiechnęłam się szeroko. - Czy nie tak mawiał twój ojciec?
- Zgiń, przepadnij, demonie o czarnej duszy - wykonał znak krzyża. - Ojcze nasz, któryś jest w niebie...
Strażnik ponownie go kopnął, a ten natychmiast przestał.
Roześmiałam się i opuszkami palców zaczęłam rysować kółko na czerwonym guziku. Jonathan chyba zrozumiał do czego służy i zaczął oblewać się potem.
- Jonny, chyba wiesz, do czego on służy - spojrzałam mu prosto w oczy, ale on nie wytrzymał mojego spojrzenia i odwrócił wzrok. - Czy nie podobnej rzeczy użyłeś w roku 1993, by wymordować rodzinę Jackson? To naprawdę było przykre. Wiele osób miało po nich żałobę. Byli jedną z nielicznych rodzin wampirów. Mieli dobre, niewinne serca.
- Żywili się ludźmi - splunął. - Byli potworami, takimi, jak ty, twoi przyjaciele i wszyscy tu zebrani...
Strażnik ponownie go kopnął.
- Odwołaj wojsko - bez dalszych wstępów oznajmił Pavlo. - Wtedy oszczędzimy twoich ludzi.
- Mowy nie ma. I tak ich zabijecie.
Cóż. Głupi nie był.
- Odwołaj wojsko - powtórzył z uporem Pavlo. Poczułam, że używał magii. 
Jonathan skinął głową. Jakiś niski wampir podszedł do niego i podał mu telefon. Ten wystukał numer i zaczął mówić w pospiechu do kogoś, by odwołał wszystko. Później rozłączył się. Teraz już nie leżał, tylko klęczał, a - ku mojej zgrozie - strażnicy mu na to pozwalali. Może dlatego, że był pod działaniem wpływu?
Szybko jednak się otrząsnął.
- Co...? Nie! - krzyknął i gwałtownie wstał, ale za pomocą telekinezy przywróciłam go do leżącej postawy. - Macie, czego chcieliście! Teraz wypuście mnie i zostawicie nasz w spokoju!
Thomas ponownie skinął do mnie głową.
- Obawiam się, że nie możemy spełnić twojej prośby - obojętnie wzruszyłam ramionami i wcisnęłam czerwony przycisk. Gdzieś w oddali słychać było głośny wybuch i krzyki. - A teraz... - Jonathan wzbił się w powietrze i w jednej chwili przestał oddychać. Starał się złapać jakoś tlen, lecz zamknęłam mu płuca. Zaczął dusić się i kaszleć, aż wreszcie dostał drgawek, jego oczy się zaszkliły i padł na ziemię martwy. Zerknęłam na Thomas'a. - Zrobiłam, co trzeba. Mogę już iść?
- Nie, musisz zostać.
Prychnęłam i zagłębiłam się w siedzenie.
- Co jeszcze trzeba ustalić? - spytałam i wskazałam dłonią na Jonathana. - Wszystko zostało już ustalone.
- Obawiam się, że jeszcze nie wszystko. Jego ludzie, ci którzy przeżyli, będą się mścić - teraz zwrócił się do zebranego tłumu. - Za każdą głowę będzie sto funtów! My będziemy tu, by wymieniać głowy na sumy pieniężne - Pavlo szturchnął mnie ze złośliwym uśmieszkiem. Cóż, dzisiaj raczej nici z seriali - Ruszajcie i wyrżnijcie wszystkich!
Potem usiadł na tron i razem ze mną i Pavlem obserwował, jak wampiry wybiegają z Sali Zebrań.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz