Pewnego dnia Pavlo, ja i Thomas, następny z przywódców, postanowiliśmy zwołać zebranie wszystkich wampirów z naszych klanów. Poprzedniej nocy miarka się przebrała. Odkryto zakołkowanego młodego wampira, który - licząc w nieśmiertelnych latach - miał dwa lata oraz jego - o, dziwo - ludzką dziewczynę. To było naprawdę dziwne, że zabijali swoich.
Spotkaliśmy się w Sali Zebrań - ponieważ Tablica Ogłoszeń była za mała - o godzinie pierwszej w nocy. Była zapchana po brzegi i słychać było głośne szepty złączone w jeden szmer. Ja, Pavlo i Thomas usiedliśmy na "tronach" na niewielkim podwyższeniu. Thomas, jako, że był z nas najstarszy, odchrząknął. To wystarczało, by wszyscy zamilkli.
- Zebraliśmy się tu dzisiaj, by oznajmić wam, że miarka się przebrała - oznajmił. - Koniec z ciągłym patrzeniem z boku. Teraz to my zaatakujemy. Zakaz nadmiarowego zabijania ludzi nadal obowiązuje, a jednak - podniósł jeden palec. - Od dzisiejszego dnia każdy łowca wampirów zostaje skazany na śmierć. Mamy także zapewnioną przewagę, ponieważ dzisiejszego dnia pod główną kwaterę podłożono bombę - tu spojrzał znacząco na mnie, a ja przyjęłam niewinną minę i udałam, że sufit jest bardzo interesujący. - I mamy pilot, dzięki któremu ona wybuchnie. Nie zamierzamy jednak od razu wciskać guzika - pokiwał palcem. - Na początku trochę się potargujemy i nie ważne, jakie kłamstwa wyjdą z naszych ust, wiedźcie, że ta bomba dziś wybuchnie.
Głośne okrzyki go poparły. W tej chwili drzwi się otworzyły, a dwóch strażników wprowadziło Jonathana Williams'a - przywódcę łowców wampirów. Twarz miał przestraszoną i patrzył na wszystkich błagalnie. W odpowiedzi dostał jednak pełne złości i obrzydzenia spojrzenia. Strażnicy rzucili go przed podest, na których my siedzieliśmy, ale wycelowali w niego karabiny.
- Jonathan Williams - Pavlo uśmiechnął się złośliwie. - Znowu się spotykamy.
Łowca wymamrotał jakież przekleństwa, za co jeden ze strażników go kopnął. Wyjęłam zza brązowego płaszcza owy pilot z czerwonym guzikiem i położyłam go na stoliku stojącym przed "tronami".
- Mały Jonny - uśmiechnęłam się szeroko. - Czy nie tak mawiał twój ojciec?
- Zgiń, przepadnij, demonie o czarnej duszy - wykonał znak krzyża. - Ojcze nasz, któryś jest w niebie...
Strażnik ponownie go kopnął, a ten natychmiast przestał.
Roześmiałam się i opuszkami palców zaczęłam rysować kółko na czerwonym guziku. Jonathan chyba zrozumiał do czego służy i zaczął oblewać się potem.
- Jonny, chyba wiesz, do czego on służy - spojrzałam mu prosto w oczy, ale on nie wytrzymał mojego spojrzenia i odwrócił wzrok. - Czy nie podobnej rzeczy użyłeś w roku 1993, by wymordować rodzinę Jackson? To naprawdę było przykre. Wiele osób miało po nich żałobę. Byli jedną z nielicznych rodzin wampirów. Mieli dobre, niewinne serca.
- Żywili się ludźmi - splunął. - Byli potworami, takimi, jak ty, twoi przyjaciele i wszyscy tu zebrani...
Strażnik ponownie go kopnął.
- Odwołaj wojsko - bez dalszych wstępów oznajmił Pavlo. - Wtedy oszczędzimy twoich ludzi.
- Mowy nie ma. I tak ich zabijecie.
Cóż. Głupi nie był.
- Odwołaj wojsko - powtórzył z uporem Pavlo. Poczułam, że używał magii.
Jonathan skinął głową. Jakiś niski wampir podszedł do niego i podał mu telefon. Ten wystukał numer i zaczął mówić w pospiechu do kogoś, by odwołał wszystko. Później rozłączył się. Teraz już nie leżał, tylko klęczał, a - ku mojej zgrozie - strażnicy mu na to pozwalali. Może dlatego, że był pod działaniem wpływu?
Szybko jednak się otrząsnął.
- Co...? Nie! - krzyknął i gwałtownie wstał, ale za pomocą telekinezy przywróciłam go do leżącej postawy. - Macie, czego chcieliście! Teraz wypuście mnie i zostawicie nasz w spokoju!
Thomas ponownie skinął do mnie głową.
- Obawiam się, że nie możemy spełnić twojej prośby - obojętnie wzruszyłam ramionami i wcisnęłam czerwony przycisk. Gdzieś w oddali słychać było głośny wybuch i krzyki. - A teraz... - Jonathan wzbił się w powietrze i w jednej chwili przestał oddychać. Starał się złapać jakoś tlen, lecz zamknęłam mu płuca. Zaczął dusić się i kaszleć, aż wreszcie dostał drgawek, jego oczy się zaszkliły i padł na ziemię martwy. Zerknęłam na Thomas'a. - Zrobiłam, co trzeba. Mogę już iść?
- Nie, musisz zostać.
Prychnęłam i zagłębiłam się w siedzenie.
- Co jeszcze trzeba ustalić? - spytałam i wskazałam dłonią na Jonathana. - Wszystko zostało już ustalone.
- Obawiam się, że jeszcze nie wszystko. Jego ludzie, ci którzy przeżyli, będą się mścić - teraz zwrócił się do zebranego tłumu. - Za każdą głowę będzie sto funtów! My będziemy tu, by wymieniać głowy na sumy pieniężne - Pavlo szturchnął mnie ze złośliwym uśmieszkiem. Cóż, dzisiaj raczej nici z seriali - Ruszajcie i wyrżnijcie wszystkich!
Potem usiadł na tron i razem ze mną i Pavlem obserwował, jak wampiry wybiegają z Sali Zebrań.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz