wtorek, 5 sierpnia 2014

Od Katherine - CD historii Jev'a

- Nie, nic - wymusiłam uśmiech. - Po prostu trochę się martwię, jak ludzie to przyjmą.
- Sama powiedziałaś, że cię to nie obchodzi - zauważył.
- Bo nie obchodzi.
Zawiał lekki wiatr, a ja uśmiechnęłam się już naturalnie i przymknęłam powieki, gdy podwiał mi włosy. Otworzyłam je w samą porę na to, by złapać liść lecący w moją stronę. Był zielony, ale było widać na nim lekką żółć. Opuszkami palców padałam jego kontury.
- Pójdziemy gdzieś? - zaproponowałam nagle. - Mam ochotę na latte.
Nie musiał odpowiadać. Po prostu wziął mnie pod ramię i zaczął prowadzić w kierunku najbliższej kawiarni. A najbliższa kawiarnia była dwie przecznicę stąd. Idąc, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. O bzdurach, które pozostawały tematami neutralnymi.
Wreszcie dotarliśmy do niewielkiego budynku, zbudowanego z cegły. Wyglądał wręcz słodko, ponieważ w czterech okienkach były wywieszone jedwabne, białe zasłonki. Weszliśmy do środka i wybraliśmy stolik w kącie. Po minucie przyszła do nas kelnerka.
- Co podać? - zapytała z łagodnym uśmiechem.
Zamówiliśmy to, co zawsze.
- Do tego proponuję państwu ciasto marchewkowe. To specjał dnia.
- To ja poproszę - wtrąciłam.
Pokiwała głową, z jeszcze większym uśmiechem, i odeszła w podskokach.

Jev?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz