Niespodziewanie wargi Katherine natarły na moje, bez problemu odnajdując właściwą drogę, pogrążając się w namiętnym i ociekającym tęsknotą pocałunku, który oszołomił nas oboje. Oderwałem się od niej na chwilę by za chwilę znów ją pocałować, ale ona położyła palce na moich ustach i nie odrywając ode mnie wzroku rzekła:
- Muszę naprawdę już iść.
- Odprowadzę cię - zadeklarowałem się, ale ona uciekła, po prostu uciekła.
Jej biała sukienka w czarne groszki powiewała na wietrze, a czarne jak heban włosy wtórowały jej.
Xana i Kawaler szybko do mnie przybiegli, klacz nawet już się szykowała do pogoni za Katherine, parskając dziko.
- Nie. - zatrzymałem ją chwyciwszy za ogon. Ugryzła mnie lekko zbulwersowana jakby pytała: "Nie zależy ci?" - Wracamy. - oznajmiłem i zmierzyłem w stronę domu. Nie wiedziałem co czułem, to tak jakbym w jednej sekundzie myślał, że wszystko się ułoży, a w drugiej nie miał już tej pewności.
***
Siedziałem przed niewłączonym telewizorem wpatrując się w iskierki kurzu tańczące w pokoju. Czułem się pusty. Sekundy ciągnęły się w wieczność, kątem oka zerknąłem na stary zegar, była za dwadzieścia osiemnasta. Poszedłem pod zimny prysznic, chciałem by to on pomógł mi zapomnieć i na jakiś czas odpłynąć w niebyt. Po paru minutach wyszedłem spod prysznica i umyłem zęby, ogoliłem się. Na tors nałożyłem czystą, białą koszule, a spodnie zostawiłem te co miałem. Znów spojrzałem na zegar 17:45. Co ja mam zrobić z wiecznością?
***
Tym razem usadowiłem się w ogrodzie obserwując chmury i słońce, stopniowo zbliżające się ku horyzontowi. Zacząłem myśleć o Katherine, co by było gdybym się od niej nie oderwał? Czy zrobiłaby to sama? Co wynikłoby z naszych pocałunków? Tym ostatnim pytaniem zaskoczyłem sam siebie, na samą myśl uśmiechnąłem się. Ale zaraz mój nastrój zasnuł smutek. 17:48. Tik-tak, tik-tak! Dlaczego odliczałem czas?
Zerwałem się na równe nogi i zacząłem biec w stronę miasta, dokładniej na lotnisko.
***
Minąwszy Big Ben zorientowałem się, że już nie daleko. Ale musiałem zwolnić by ludzie nie snuli retrospekcji na temat mojego szybkiego biegu. Chciałem ją zobaczyć, wziąć w ramiona i przytulić. 17:52.
***
Zatrzymałem się na lotnisku, wypatrując samolotu do Polski. Bowiem Anglia nie prowadziła przyjacielskich stosunków z Rosją, za to z Polską jak najbardziej.
Szybko go znalazłem, znajdował się najbliżej pasu startowego, czekał teraz na ostatnich spóźnionych pasażerów. Podbiegłem tam i zacząłem rozglądać się za piękną dziewczyną o czarnych włosach ubranej w sukience i najprawdopodobniej kapelusz ze wstążką.
Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu odszukałem ją wzrokiem, zrobiła pierwszy, dość niepewny krok i rozejrzała się omiotując wzrokiem Londyn. Nie zauważyła mnie.
Moje serce zabiło szybciej.
- Katherine! - zawołałem - Nie! - ale zagłuszył mnie szum przylatujących samolotów.
Zbliżyłem się do schodów i prędko znalazłem się tuż obok niej. Położyłem jej zimną dłoń na ramieniu, na co ta odwróciła się naprędce by sprawdzić kto ją niepokoi. Pocałowałem ją z taką namiętnością i żarliwością o jakiej nigdy nie miałem pojęcia. Przeczesałem palcami jej włosy i przyciągnąłem ją do siebie mocniej obdarowując miękkimi pocałunkami jej szyję. Całując ją dalej szepnąłem:
- Zostań. - poprosiłem - Ze mną - ucałowałem jej rękę i popatrzyłem jej w oczy.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz