Odszedłszy od naszych przywódców, którzy zabawiali się żartami i popijali whisky szepnąłem do Shevy:
- Czasem zastanawiam się czy to serio są przywódcy.
Wampirzyca przytaknęła i zaśmiała się krótko.
- Czujesz się dość silny? - spytała patrząc mi prosto w oczy tonem tak
poważnym jakby pytała czy na pewno chcę z nią wziąć ślub.
- Tak - odparłem i chwyciłem sosnę, którą wyciągnąłem z korzeniami.
- To stare drzewo - skwitowała i odłożyła ją na ziemię.
- Zazdrościsz - wzruszyłem ramionami i pokazałem jej swojego bicepsa.
- Jasne, zwłaszcza, że jestem silniejsza niż ty - kontynuowała grobowym
głosem - To poważna sprawa. Twój jeden zły ruch - zrobiła pauzę - i po
Tobie - klasnęła w dłonie tak głośno, że paru zdenerwowanych bitwą
wampirów przyjęły pozycję obroną. Zobaczywszy, że niebezpieczeństwo
jeszcze nie nadeszło wróciły do pozy sprzed ułamka sekund, jeszcze
bardziej sfrustrowane.
- Będę ostrożny - obiecałem, ale nie przykładałem zbyt dużej uwagi do tych słów..
- Jev - chwyciła mnie za ramię i wygięła je boleśnie.
- Auć! - skrzywiłem się i wyślizgnąłem się z żelaznego uścisku.
- Właśnie o tym mówiłam - droczyła się, ale nagle umilkła. - Nadchodzi - wyszeptała, a sekundę potem Pavlo wyszeptał:
- Już czas.
Katherine? Sorki, że nie ma kontynuacji, ale uważam, że to ty powinnaś rozpocząć wojnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz