Powstrzymał przewrócenie oczami i udał się dalej. Przez chwilę przyglądałam mu się, jak idzie i raz po raz ogląda się za mną przez ramię. Albo boi się, że sobie pójdę, albo, że postanowię go zaatakować. Na jego miejscu bardziej obstawiałabym drugą opcję.
W odpowiedzi tylko rozsiadłam się na ramieniu i oparłam się rękami o twarde podłoże. Przymknęłam oczy. Słońce prażyło niemiłosiernie, a ja - jako wampir - cierpiałam z tego powodu.
Musiałam przysnąć, ponieważ podskoczyłam na moim kamieniu, gdy poczułam czyjeś ręce na talii. Lekko podciągnęły mnie do góry, tak, że już stałam.
- Co jest? - odwróciłam się do Jev'a.
- Jesteśmy tu już trzy godziny, skarbie - mruknął.
Westchnęłam i objęłam go za szyję, całkowicie zapominając, że miałam być na niego zła.
- Jak się stąd wydostaniemy?
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz