- Czekaj, zamówię jeszcze dla mnie. Dla Xany. - powiedziałem i potruchtałem w stronę lady. Tyłem do mnie stała jasnowłosa, wysoka dziewczyna.
- Przepraszam, mógłbym za... - zaciąłem się gdy owa dziewczyna się odwróciła. Na chwilę zamarło mi serce.
- Cześć, Jev - przywitała się słodko - Dawno cię nie widziałam - odłożyła ścierkę by dotknąć mojego ramienia.
- Co tu robisz! - krzyknąłem cicho
- Ciasto marchewkowe dla Xany? Już się robi. - wskazała ręką ucho.
Zmierzyłem ją wzrokiem. Wyglądała jak nowonarodzona, mimo iż liczyła setki lat.
Warknąłem, ale ta tylko posłała mi zalotny uśmiech.
Zmierzyłem w stronę naszego stolika.
- Katherine, wychodzimy. - wziąłem jej torebkę i pomogłem jej wstać.
- Ale ja jeszcze nie zjadłam. - zarzuciła mi z naburmuszoną miną.
- Chodźmy. - naciskałem. Usłyszałem stuk obcasów.
- Witam - Shevy podała dwa kawałki ciasta marchewkowego w opakowaniu. - Jak się miewacie? - spytała lekko.
- Czy to? - Katherine wybałuszyła oczy.
Westchnąłem i wypuściłem powietrze.
- Tak, to Shevy.
- Stęskniłam się - wyszczerzyła kły w uśmiechu. - Teraz nie pozbędziecie się mnie tak łatwo.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz