- Świetnie - powiedział, a następnie zwrócił się do Xany. - Kierunek: Najbliższa restauracja.
Przez chwilę jechaliśmy w milczeniu, a ja oparłam się o niego. Chłonęliśmy swoją obecność. Wreszcie dojechaliśmy do niedużej knajpki. Jev pomógł mi zejść z Xany, choć tak naprawdę nie potrzebowałam jego pomocy. Ale każdy dotyk, nawet lekki muśnięcie, były dla mnie cenne. Teraz wreszcie rozumiałam, dlaczego zakochani ludzie mają potrzebę trzymania się za ręce.
- Ty płacisz czy ja? - zapytałam. - Dla mnie to żaden problem. Mogę zapłacić za siebie.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz