- Siema! - otworzył szybkę w samochodzie
- Hej, Rix! - podaliśmy sobie ręce w uścisku.
- Zgadnij gdzie go znalazłem - wyszedł z auta i poklepał maskę samochodu.
Uniosłem brew.
- Niedaleko Big Ben - zaśmiał się - Jak można zostawić takie cudo?
- Jak widać można.
- Miło cię znów zobaczyć, znając życie masz jakieś nowości.
- Sporo. Między innymi to powrót Shevy.
- Myślałam, że już spławiłeś tą laskę. Przecież nie daje ci spokoju od wieków! - żachnął się - To co robimy? Kołek w serce? - wzdrygnąłem się na samą myśl o Shevy z przebitym sercem. Ale szybko się za to zganiłem, przecież już nic do niej nie czułem. Nic.
- Ale przecież wysuszyła się? - zaoponował, zakrztusiłem się gdy przypomniałem sobie ją w restauracji. Wyglądała niczym bogini, a nie zasuszona śliwka. - Masz - podał mi puszkę piwa. - Na zdrowie! - podniósł ją do góry
- Żeby jeszcze na nerwy - mruknąłem pod nosem.
- Ale w czym mam ci pomóc? - spytał
- Jesteś moim kumplem, po prostu lubie z Tobą pogadać. - wyznałem
- Blefujesz - zaśmiał się i przywalił mi tak mocno, że wpadłem do basenu.
- Pfff - wypuściłem wodę z ust - Doigrałeś się! - krzyknąłem i wyskoczyłem z basenu prosto na jego plecy. Poturlaliśmy się prosto do wody. Bawiliśmy się jak w starych dobrych czasach. Udało mi się chociaż na chwilę zapomnieć o Shevy.
***
Rixon podpierał głowę na łokciu i pił razem ze mną gorącą czekoladę.
- Już zapomniałem jaka jest z Tobą dobra zabawa - szturchnąłem go, wydawało się, że zaraz wpadnie do porcelanowego kubka. Był chyba zmęczony. - Coś ty taki wyczerpany!
- Twoja dieta mi nie służy. - odparł. - To co z tą...jak jej tam...Katherine? - wyjąkał ziewając
- Idźże spać. - nakazałem i zaśmiałem się gromko.
- Dobra... - wstał i się zatoczył
- Idiota. - szepnąłem gdy wchodził do pokoju na półpiętrze.
- Słyszałem! - wychrypiał.
- Jak mnie nie będzie zadzwoń pod te numery - podałem mu długą listę numerów wampirów.
- Po co?
- Imprezka będzie! - wykrzyknąłem i ubrawszy nową koszulę wybiegłem z domu. - A i posprzątaj troszeczkę! - wiedziałem, że i tak mnie usłyszał.
- Śnisz! - pokazał mi środkowy palec przez okno.
Wsiadłem do auta i odpaliłem silnik. Samochód powołał się do życia z rykiem.
***
Pojechałem do willi Katherine, ale jej tam nie znalazłem, zerkając kątem oka na róże za które mi jeszcze nie podziękowała pomyślałem, że mogła pojechać do Sheffield.
Zapukałem w drzwi willi. Otworzył mi nikt inny jak Katherine.
- Cześć, kotku - ucałowałem ją w policzek na przywitanie.
- Gdzie byłeś? - gestem nakazała bym wszedł do środka.
- Spotkałem się z Rixon'em, a co to przesłuchanie?
Nie odpowiedziała. Chyba była zła.
- W ramach przeprosin zapraszam cię na garden party, tym razem u mnie. - szepnąłem jej do ucha i pocałowałem w szyję.
- Kiedy? - spytała
- Teraz. - uśmiechnąłem się i chwyciłem ją za rękę. - Tak czy nie? Co, ślicznotko?
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz