- Zgodnie z kodeksem drugiem, zasady trzeciej, podpunktu szóstego: Każdy wampir ma prawo odejść z klanu poprzez złożenie pisemnej deklaracji o odejściu.
Thomas zarechotał.
- Uczyłaś się prawa, Kath?
Odpowiedziałam uśmiechem.
- Pewnie - potem ponownie zwróciłam się do Jev'a. - Jednak ja deklaracji na swoim biurku nie widziałam, więc jesteś zmuszony do... Jak to nazwać? Przymusową przysługą? Pracą?
- Ja bym to nazwał niewolnictwem - wtrącił Pavlo.
Rzuciłam w jego głowę ołówkiem, a on się roześmiał i mi oddał, lecz miałam od niego lepszy refleks i zdążyłam złapać.
W tej chwili drzwi otworzyły się drzwi, a do sali wszedł niższej kasty wampir z dwoma wiadrami wypełnionymi czymś po brzegi. Ciężko dysząc, podszedł do platformy i postawił na niej owe wiadra. Zerknęłam pytająco.
- Zam-mawiali państ-two...- zaczął się jąkać - p-przecież... w-wiadro w-whisky.
Thomas, Pavlo i ja jednocześnie wybuchnęliśmy śmiechem, a Lindsay i Jev wyglądali na zdezorientowanych. Pavlo poklepał mnie po ramieniu.
- Mówiłem ci, żebyś bardziej tłumaczyła swoje wymagania podwładnym.
Spojrzałam na wampira niższej kasty, który zbladł.
- Mówiłam: bardzo dużo, a nie dwa wiadra.
- Prze-przepraszam... Ja przy-przyniosę coś innego...
Miał właśnie wyjść, ale Thomas gwałtownie wstał, a usta drgały mu od powstrzymywanego uśmiechu. Choć on był z naszego towarzystwa najbardziej poważny - nie wystarczająco, by nie umieć się dobrze bawić.
- Nonsens! - wykrzyknął. - Skoro mamy tu siedzieć jeszcze przez kilkanaście godzin, myślę, że to spokojnie wystarczy.
- Ja tam uważam, że wystarczy zaledwie na godzinę - szepnął do mnie konspiracyjnie, choć wszyscy usłyszeli.
- Bo jesteś pijakiem - odparłam.
- Ty też.
W odpowiedzi tylko uśmiechnęłam się szeroko. Wampir niższej kasty skłonił głowę i szybko uciekł. Pavlo przybrał teraz poważniejszą minę - a zdarzało mu się to tylko w pracy - i spojrzał na Jev'a.
- Tak, więc: Musisz iść.
- Ty też Lindsay - odezwałam się do przyjaciółki.
Skinęła głową i już jej nie było. Jev jeszcze przez chwilę stał w miejscu, lecz później zrezygnowany pokręcił głową i odszedł.
Pięć godzin później przyszła już kolejna dostawa wiader z whisky. Na szczęście wampiry nie mogły się upijać i miały wieczną wątrobę. Samo picie jednak sprawiało przyjemność. W kącie była też już niezła kupka głów. Niektórzy przychodzili tu nawet po kilka razy i nieźle się wzbogacali.
Robiło się strasznie nudno, więc ja i Pavlo postanowiliśmy zagrać w naszą ulubioną grę - walkę na szable. Obydwoje byliśmy w tym tak samo dobrzy. Ten kto wygra mógł zrobić z przegranym wszystko, co mu się podobało. Ostatnio zbyt często wygrywałam, więc Pavlo obiecał mi teraz szybką przegraną.
- Dam ci fory - oznajmiłam, gdy już wokół siebie krążyliśmy.
- Nie będą mi potrzebne.
Drzwi otworzyły się i jakiś wampir wszedł do środka, ale kompletnie go zignorowaliśmy. Thomas, który przyglądał się z boku, syknął do niego:
- Poczekaj.
Nadal krążyliśmy wokół siebie z szelmowskimi uśmiechami. Wreszcie zaatakował. Szabla odbiła się od szabli. Teraz nie wiedziałam, która jest moja, a która jego. Miałam pojęcie, co do tylko jednego - musiałam wygrać. Jednym minusem, a jednocześnie plusem, było to, że szable wykonano ze srebra, więc łatwo nim był zabić nieśmiertelnego przeciwnika. Oczywiście, nie mieliśmy zamiaru się zabijać, choć sprawianie bólu łatwo nam przychodziło.
Najlepsze było to, że miałam na sobie wysokie obcasy. Oczywiście dodawało mi to seksapilu. Na szczęście założyłam dzisiaj skórzane spodnie i bawełnianą, kruczoczarną koszulę. Włosy nadal miałam rozpuszczone.
Cięłam szablą na jego nogi, ale zrobił unik. Starał się wycelować w moje ramię, lecz ja bardzo dobrze się broniłam. Kopnęłam go w klatkę piersiową, przez co się zachwiał i tyle mi wystarczyło, by zaatakować go, w pobliże serca. Ten jednak dał radę odbić moją szablę, co sprawiło, że wytrącił ją z mojej dłoni. Otworzyłam usta, chcąc zaprotestować. Szybko wstał i przyłożył mi szablę do gardła.
- Wygrałem - oznajmił uśmiechając się szeroko. - Co teraz mogę z tobą zrobić? - zaczął obchodzić mnie dookoła, ja splotłam ramiona na klatce piersiowej i starałam się udawać obrażoną, choć nie mogłam powstrzymać uśmiechu. - Wiem. Pamiętasz, jak miesiąc temu mnie przypaliłaś?
- Oj, tam... - machnęłam ręką.
- Wcale nie - mruknął, chwycił mnie za dłonie i związał je łańcuchem, który nie wiadomo skąd wytrzasnął, za moimi plecami. Następnie rzucił mnie na krzesło i kolejnymi łańcuchami zaczął mnie do niego przywiązywać. Potem założył na do kłódkę, a kluczyk wsadził do swojej kieszeni. - O, jak ślicznie teraz wyglądasz, taka zakneblowana.
Parsknęłam śmiechem, a on wyjął z kieszeni jakiś proszek i zaczął go sypać w okół mnie. Rzuciłam mu pytające spojrzenie, ale mnie zignorował. Sypał dalej, aż wreszcie wyjął zapalniczkę. Teraz zrozumiałam, że ten proszek był prochem armatnim.
- Pav, wiesz, jak bardzo cię lubię... - powiedziałam, ani trochę nie wystraszona.
- Ja ciebie też, przyjaciółko - podkreślił ostatnie słowo i rzucił zapaloną zapalniczkę na podłogę.
Koło natychmiast zapłonęło i powoli zaczęło zwężać się, sunąc ku mi. Gdybym mogła to teraz jeszcze założyłabym nogę na nogę. Patrzyłam na niego bez cienia lęku. Potem przeniosłam wzrok na Thomasa i zobaczyłam, że nie może powstrzymać śmiechu. Ku mojemu zdziwieniu - obok niego stał Jev. Szybko odwróciłam wzrok i uśmiechnęłam się do Pavla.
- I co teraz zrobisz? - zerknęłam na płomienie, które były coraz bliżej.
- Nie mam zielonego pojęcia.
- Pewnie nie spodziewałeś się, że wygrasz, co? - w moich oczach było wyzwanie. - To pierwszy raz w twojej karierze.
- Drugi - poprawił mnie. - Ale wtedy to nie było takie surowe.
- Nie było!? - parsknęłam śmiechem. - Wrzuciłeś mnie do basenu z rekinami!
- Wampir nie zginie od rekinów, ale od płomieni...
Wzruszyłabym ramionami, lecz łańcuchy mi przeszkodziły. Pavlo spojrzał na mnie z udawaną litością i troską.
- Oj, moja biedna Kath - powiedział. - Szkoda, by było takiej ładnej buźki. Chyba to ugaszę.
- Masz za miękkie... CO!? - wrzasnęłam, gdy zobaczyłam, że za pomocą telekinezy podniósł jedno wiadro, a ono zatrzymało się tuż nad moją głową. - O, nie. Już wolę się fajczyć - choć płomienie były już tak blisko, że parzyły.
- Dlatego nie dam ci tej przyjemności - klasną w dłonie, a wiadro odwróciło się i whisky spadło mi na głowę.
Zaczęłam kaszleć i śmiać się jednocześnie, co powodowało jeszcze więcej kaszlu.
- Bez jaj! - wychrypiałam, nadal rechocząc. Pavlo, również ze śmiechem, podszedł do mnie i wypuścił mnie z łańcuchów. Musiałam się o niego oprzeć, ponieważ przez śmiech nie byłam w stanie stać. Thomas też się śmiał, lecz nagle jego spojrzenie wróciło do Jev'a i natychmiast spoważniał.
- Więc co tam masz?
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz