Wbiłem pięty w brzuch Xany popędzając ją, chciałem uciec. Uciec jak najdalej. Moja klacz szybkością mogła równać się z wiatrem. Jej grzywę rozwiewały mocne podmuchy bryzy, nigdy się nie męczyła, była na to zbyt odporna i nieśmiertelna oczywiście. To ona była moją przyjaciółką, jedynym przyjacielem na tym świecie. Cieszyłem się, że pozostanie ze mną mimo wszystko, nie zdradzi, nie schańbi. Będzie na wieczność, którą dalej miałem przed sobą.
- Dziękuje - pochyliłem się i wyszeptałem jej do ucha na co ta stanęła dęba, a ja rozprostawszy ramiona stanąłem na niej, utrzymując niemożliwą do pojęcia równowagę. Zaśmiałem się. - Pojedziemy po jakieś treściwe jedzonko dla ciebie. - pogłaskałem ją - Ruszaj w stronę miasta, okrężną drogą. - nakazałem, a ta pospiesznie ruszyła.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz