Wszystko zalało mnie od środka. Wyzwolone emocje zamieniły się w
realistyczne fizjlogiczne rzeczy. Łzy - szczęścia, radości, złości,
gniewu. Do szklanki z kwasem została wlana substancja barwiąca wszystko
wokół. Nagle świat nabrał żywych kolorów, ale po chwili wszystko do mnie
dotarło.
Żal - wyłączanie emocji, uczuć, wszystkiego co czyniło mnie mną
Ból - nożyczki w moim barku, werbena w żyłach, jej ręka spoczywająca na dłoni tego faceta
Nienawiść - gorzkie słowa
Udręka - ludzka krew
Tęsknota - za nią
Szczęście - że ona żyje
Ból - "wybierz miejsce gdzie chcesz umrzeć"
Patrzyłem na świat innymi oczami. Przejrzyście. Realistycznie. Po prostu inaczej.
Zmiana chyba od razu we mnie zaszła i Katherine oczywiście rozbiła kolejną filiżankę przesłaniając dłonią usta.
Wpatrywałem się w nią niezdolny by wypowiedzieć jakiekolwiek słowa. Nie wiedziałem co mam powiedzieć.
Zaczęła przepraszać i się tłumaczyć. Powiedziała, że te róże dla niej
nic nie znaczą, ale w mojej głowie cały czas obijały się jej słowa
"gdzie chcesz umrzeć?". Przełknąłem łzy, które cisnęły mi się na
powieki.
- Jesteś moim uzależnieniem, Jev - wyszeptała, a w jej oczach również
zatańczyły łzy. To były kojące słowa, ale chaos, który rozgrywał się w
mojej głowie przeszkadzał mi by je dobrze zinterpretować i przyjąć.
- J-a...przepraszam. - zaciąłem się spoglądając w jej piękne oczy,
których przed sekundą nienawidziłem. Kochałem ją, mimo wszystko tak
cholernie mi na niej zależało. - Przepraszam za wszystko. - chciałem
odbiec, ale nie miałem siły. To wszystko mnie przytłoczyło, więc tylko
upadłem na kolana, w odrętwieniu. Skrzywdziłem ją.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz