Gdy trójka wampirów radośnie wybiegła z sali pozostałym opadły szczęki. W
tym był jakiś haczyk, Katherine chciała mi pokazać, że jeśli wyzwole
uczucia też się stąd wydostanę, ale jak juz miałem to robić to miała być
moja decyzja, nie jej.
Zresztą tak łatwo by mnie nie wypuściła, nie ufała mi.
Spostrzegłem, że moi kompani nie mogą się skupić na rozmowie tylko co
chwila spoglądają "ukradkiem" w stronę kieszeni Katherine, z których
wypadły klucze.
Zacząłem dostwawć od nich sygnały. No pewnie, tak, zakradne się do
Katherine i wyciągne jej klucze. Już lecę! Posłałem im pełne politowania
spojrzenia i zająłem się wpatrywaniem w podłogę.
- Nudno tu. - fuknąłem po chwili - Skoro to ma być jakaś forma luzu
zanim wrócimy do celi to czemu siedzimy tu niemal przykuci do foteli? -
spytałem patrząc na Vivienne, która spuściła wzrok i oczywiście czekała,
aż zołza za nią odpowie.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz