Obudziłem się w ciemnym pomieszczeniu. Moje ręcę były wykręcone do tyłu i
skrępowane mocnymi sznurami, polanymi jakąś cieczą, która potwornie
szczypała.
- O co tu chodzi? - mruknąłem jednocześnie nasłuchując.
Byłem w dużej ciężarówce... pełnej zabawek tortur. Liny, szunury, kajdany, pociski z białego drewna. C holera! Ludzie?
O nie. Wracam do Angli.
Usiłowałem sobie przypomnieć co się wcześniej wydarzyło.
Morderstwo fryzjerki. Ucieczka. Bójka z ludźmi, zabicie ich. Kolejna ucieczka. A potem gdy się posilałem złapali mnie. Wampiry.
Przeklęta Katherine!
- Ciekawe ile Aristow za niego wyznaczyła - usłyszałem rozmowę dwóch
wampirów. - Czekaj, sprawdzę czy się budzi. - zatrzymali się
Drzwi zatrzeszczały i wyłonił się z nich wampir. Nie znałem go.
- Werbena. - mruknąłem - Sprytne - w tym momencie wymierzył we mnie
pistolet i dostałem prosto w łeb kulą z białego drewnu. Zamroczyła mnie
ciemność.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz