Dzień zleciał mi jak z bicza strzelił. Za nim się obejrzałam, wchodziłam już na salę z rozmowami, przy herbatce. Uśmiechnęłam się sympatycznie do nowych wampirów i kompletnie zignorowałam tych, którzy znali mnie już na tyle, by na widok mojej krótkiej sukienki, mieć czelność wbijać we mnie pożądliwe spojrzenia.
- Na początku chciałabym powitać nowe osoby w naszym gronie - powiedziałam. - Mam nadzieję, że zostaniecie tu ciepło przyjęci przez resztę osób.
- To więzienie. Jak mamy zostać tu ciepło przyjęci? - prychnęła, jakaś wampirzyca.
Po chwili wisiała już w powietrzu. Wydała z siebie krzyk, gdy zaczęłam ją podduszać. Zrobiłam minę litującego się kata i pokiwałam na nią palcem.
- Meg, tak? - uśmiechnęłam się do wampirzycy z politowaniem. - Mamy tu pewne zasady, które pewnie zostały ci już przedstawione. Tak, więc, proszę: Milcz, jeśli masz do powiedzenia coś niemiłego - upuściłam ją na podłogę, a ona wstając, wydała z siebie jęk. - Nie chcę, żebyście myśleli, że to więzienie. Mamy zamiar wam pomóc.
Reszta spotkania przebiegła nadzwyczaj spokojnie. Wampirzyca milczała, a te osoby, które zwykle coś mówiły, mówiły więcej niż zwykle. Najwyraźniej chcieli mi się przypodobać, po tym, jak wypuściłam trójkę z nich.
Nagle drzwi się otworzyły, a ja uniosłam brwi, gdy zobaczyłam Thomasa, któremu towarzyszył Cillian.
- Możecie iść, Kath - odezwał się Thomas z uśmiechem. - Cillian powiedział, że jesteście umówieni. Ja zostanę z Vivienne. Tobie się należy przerwa.
Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, złapałam Cilliana pod ramię i wyszłam z nim, odprowadzana przez ciche westchnięcia męskich osobników.
Jev?
Twoja reakcja? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz