Uśmiechnął się lekko.
- Może. Po tylu latach powinien się w tobie obudzić.
- Sugerujesz mi, że zaniedbuję własne dziecko? - stanęłam i złożyłam dłonie na klatce piersiowej. - Ej! No, w sumie masz rację.
Przewrócił oczami.
- Jakby nie było to po porodzie, usunęłaś sobie o nim pamięć i odeszłaś - powiedział bezlitośnie. - To trochę okrutne.
- Nie byłam gotowa... i chyba nigdy nie będę. Widzę w Casprze bardziej dorosłego wampira, niż swojego syna. Tak nie powinno być - pokręciłam głową. - Chciałabym cofnąć czas i dać mu lepszą przyszłość. Jeśli jeszcze kiedykolwiek przez przypadek urodzę dziecko to będzie miało najlepszą przyszłość na świecie - mówiąc to, zaczęłam ponownie iść.
Jev?
Przepraszam, że dopiero teraz i przepraszam, że tak krótkie i nieciekawe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz