poniedziałek, 30 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

- Jasne. - mruknąłem gdy odchodziła - Mam mnóstwo czasu. - poczekałem gdy ostatecznie weszła do domu i zagnieździła się w swoim gabinecie. Słyszałem ją, bo zawsze gdy jej nerwy były w strzępach zachowywała się jak miniaturowe tornado - wszystko wokół ucierpiało fizycznie.
Po kilku minutach wszedłem do domu, a konkretniej do kuchni - ostatnio byłem jej stałym gościem i otworzywszy lodówkę wyjąłem z niej karton mleka.
Zrobiłem dla nas kawę - oczywiście dla Katherine latte, a dla mnie zwykłą mocną.
Poczekałem, aż trochę ostygła i zaniosłem do pokoju wampirzycy.
- Można?
- Oczekujesz pozytywnej odpowiedzi? - sarknęła, a ja nie czekając na dalszą ironię wszedłem i położyłem filiżankę na biurku, zrobiwszy przed tym kawałek miejsca na tym wiecznie zagraconym biurku. - Dziękuje. - odparła i sięgnęła po napój.
- Tylko nie zbij. - ostrzegłem przypominając sobie ile zbiła kompletów filiżanek w tym tygodniu. - Już się kończą. - uśmiechnąłem się
Pokazała mi język jak mała dziewczynka.
- Kotku... - zacząłem niepewnie - Skoro pani Freydez ma cały tydzień wolnego - urwałem gdy zrobiła zaskoczoną minę - Przecież dałaś jej urlop... - przypomniałem
- ... no tak. Kontynuuj - odparła rzeczowo
- Mógłbym przejść się do miasta i kupić brzoskwiniowy...
- ...morelowy - poprawiła mnie - Jak można tego nie odróżniać? - obruszyła się wydymając wargi
- Kontynuując... jogurt i parę składników. Mam zamiar zrobić spaghetti.
- Pani Freydez robiła je wczoraj - odparła, a następnie wybałuszyła oczy - Wszystko zjadłeś?
Zrobiłem skruszoną minkę, która nie wiele pomogła.
- Jak mogłeś? Miałam na nie ochotę!
- Ty mi nigdy nie dasz skończyć - zarzuciłem jej - Mógłbym iść do miasta? Sam?
- No to kończ, proszę. - odparła splatając ręce na klatce piersiowej.
- Przecież skończyłem!
- A no tak... - tym razem to ona się uśmiechnęła, ale potem przybrała zamyślony wyraz twarzy.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz