piątek, 27 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine


- Och, oczywiście. Najlepiej sam je dla ciebie przygotuje - mruknąłem odprowadzając ją spojrzeniem.
Zszedłem na dół i powitałem panią Freydez miłym uśmiechem, którego nie kupiła.
- Katherine prosi o... - osz, zapomniałem. - o jogurt morelowy z musli - tak, przynajmniej to zapamiętałem. Czekała i stała aż coś jeszcze dodam.
- Nie pije dziś latte? - zapytała niedowierzająco kręcąc głową
- A no tak, latte - przytaknąłem, z moją pamięcią było coraz gorzej, a to dlatego, że nie piłem ani ludzkiej ani zwierzęcej krwi. Gdy sobie o tym przypomniałem musiałem natychmiast wyjść z kuchni by nie skrzywdzić gosposi.
Udałem się więc do salonu, do którego po kilku minutach wpadła Katherine za którą roznosił się zapach słodkich perfum.
Przewróciłem oczami, gdy usiadła obok mnie, a tak właściwie położyła się kładąc swoje nogi na moich kolanach i zaczęła przeglądać jakieś papiery.
- Pięknie wyglądasz, - powiedziałem próbując ją czymś zająć. No dobra...zająć ją mną.
- Nie podlizuj się, wolisz jak nie mam nic na sobie. - mruknęła i uśmiechnęła się lekko.
- To co dziś robimy? - zapytałem przejmując od niej ów gazetkę.
Katherine?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz