środa, 25 marca 2015

Od Jev'a - CD historii Katherine

Gdy ciężarówka kolejny raz się zatrzymała, ostatecznie wszyscy z niej wysiedliśmy.
Niestety nie miałem zbytniej siły stawić opór, bo w mojej czaszce nadal tkwił pocisk, a w żyłach płynęła werbena - te czynniki uniemożliwiały mi jakąkolwiek fizyczną obronę. Jeszcze mogłem sprawić by i oni doświadczyli potwronej migreny, ale do tego potrzebna jest siła witalna, której było mi brak.
Tak, więc zostałem przeniesiony do wykutej z żelaza celi i zamknięty w niej jak jakiś przestępca. Z słonecznego Rzymu, pachnącego krwią moich ludzkich ofiar zostałem przeniesiony do śmierdzącej stęchlizną klatki, w której był tylko stoliczek i kibel.
- A do diabła, gdzie jest łóżko?! - krzyknąłem waląc pięścią o kraty.
- Brak. - usłyszałem męski głos w odpowiedzi.
Super. Miałem towarzystwo. Nic nie widziałem bo ciemno było jak w dupie, ale słyszałem, co było jakimś rodzajem plusa.
- Nawet jaśka żadnego? - spytałem skonsternowany
- Nawet. - mężczyzna się zaśmiał - Twoja cela leży obok mojej. - padła odpowiedź na wcześniej zadane pytanie (w mojej głowie).
- Co my tu do jasnej Chimery robimy!!
- Organizują... hm. - zamyślił się, chyba chcąc ubrać swoją wypowiedź w słowa - Terapię dla wampirów, takich jak my.
- Nie zaliczam się do was. - warknąłem
- Skoro tu jesteś to raczej tak. - nie musiałem widzieć jak przewraca oczami.
- Co będą nam robić? - zapytałem ciekaw odpowiedzi.
- A na co innego stać Aristow i innych przywódców?
- W tym momencie nie znam odpowiedzi. - odparłem. Nie mogli mnie złamać.

Katherine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz