Spojrzałam na nią ze współczuciem. Vivienne była silna, lecz brakowało jej mocy i pewności siebie. Obydwie wiedziałyśmy, że nie poradzi sobie sama z dwudziestoma mordercami.
- Thomas zgodził się, że z tobą pójdzie - uspokoiłam ją, a ona wyraźnie odetchnęła z ulgą. - Muszę coś załatwić akurat o tej godzinie, ale będę na rozmowie. Chciałabym, żebyś mi wtedy towarzyszyła.
- Dlaczego?
- Zobaczysz - mrugnęłam do niej jednym okiem. - Musisz się jeszcze wiele nauczyć. I to bez wątpienia nie będzie nic przyjemnego dla więźniów.
Skrzywiła się, ale pokiwała głową i zniknęła za drzwiami.
Równo o 17, weszłam do dużej sali. Na środku stał ogromny stół zrobiony z dębowego drewna, a wokół niego miękkie fotele. Na nich siedzieli już wszyscy więźniowie i Vivienne, która, aż trzęsła się ze strachu. Była tu z nimi kompletnie sama. Gdy weszłam, wyglądała jakby miała zamiar dziękować Bogu.
- Katherine! - krzyknęła uradowana. - Nareszcie! - podbiegła do mnie i szepnęła konspiracyjnie: - Siedzę tu już z nimi od dwóch minut i czuję, jakbym miała zwymiotować.
Zachichotałam. Umiejętnie ignorowałam Jev'a, który wlepił we mnie nienawistny wzrok.
- Bez wątpienia masz powody do tego, by wymiotować - powiedziałam na tyle głośno, żeby wszyscy usłyszeli. - Nie martw się, Vivi. Ustaliłam z Thomasem i Pavlem, że będą brali prysznic raz dziennie.
Wiedziałam, że nie chciała, by więźniowie to usłyszeli i wzdrygnęła się, gdy kilku obrzuciło ją spojrzeniem mówiącym: "Niech no ja cię dopadnę".
Zajęłam swoje miejsce i uśmiechnęłam się słodko, aczkolwiek sztucznie i pozwoliłam, by było to widoczne.
- Pewnie wiecie, dlaczego tu jesteście. A jeśli nie to ktoś za to straci głowę - ponownie się uśmiechnęłam i popiłam earl grey. Rosyjska. Tylko ja taką miałam. - Dobrze. To kto chce zacząć opowiadać coś o sobie?
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz