- Nie okłamuj sama siebie. - wyszeptałem gdy panowie ochroniarze
zawiązali mi opaskę. Oboje wiedzieliśmy, że gdy ilość ludzkiej krwi
zmaleje będę słabszy i odczuje głód, ale emocje nie powrócą. Musiałbym
je włączyć, a tego nie chcę. Nie chcę być już słaby psychicznie, chce
żyć dniem dzisiejszym, niepodatny na jakiekolwiek troski.
***
Siedziałem w celi oparty o jej ściany, gdy odezwał się mój sąsiad.
- Gdzie byłeś?
- Wróciłem dwie godziny temu, czemu teraz się pytasz. - warknąłem
- Nie słyszałem.
- Jak nie? - zdziwiłem się
- Werbena. Tobie nie dali kolejne porcji? - teraz to on był zaskoczony
- Jeszcze nie. - wzruszyłem ramionami - Co ja mam zrobić z tą wieczością? - westchnąłem
- Zawsze możemy pograć w pokera. - zaproponował
Moje oczy zabłysły nadzieją na jakąś rozrywkę w tej więziennej parodii.
- Na razie jestem spłukany. - wzruszyłem ramionami
- Nie martw się, ja też - poczułem, że się uśmiecha i wyciąga karty.
Katherine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz