Niecałe czterdzieści minut później w cholerę rzuciłam pracę i uznałam, że cały świat jest do dupy. Tak, miałam aktualnie depresję emocjonalną. Tak, miałam zamiar być wredna. Najwyraźniej to sprawiało, że lepiej się czułam.
- Nagle odeszła mi ochota na spaghetti - oznajmiłam, wchodząc do kuchni. Pani Freydez zgromiła mnie spojrzeniem. Przewróciłam oczami. - Ale skoro już pani zaczęła...
- Wyjdź mi stąd, bo nie ręczę za siebie - burknęła.
Uniosłam ręce w geście poddania.
- Sorry - mruknęłam, wychodząc z kuchni. - Niech tylko pani pamięta, pani Freydez, że to ja pani płacę.
Tak, to była jawna groźba. Pani Freydez najwyraźniej to zauważyła, bo zadrżała. Miała jednak dumę i nie przeprosiła. Pokręciłam głowę i wyszłam z kuchni.
W korytarzu natknęłam się na Jev'a, który najwyraźniej wrócił ze spaceru.
- Masz kilka minut spóźnienia - rzuciłam do niego, przechodząc z boku. - Mówiłam, trzydzieści minut. Ale nie, po co. Lepiej się powłóczyć - ominęłam go, weszłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam za sobą głośno drzwi.
Jev?
Wiem, że krótkie i długo pisane, ale mam teraz mega głupawkę połączoną z padaczką xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz