Złożył ręce na klatce piersiowej.
- Nie, dopóki mi nie powiesz, co się dzieje.
- Nic się nie dzieje.
- Ależ tak.
- Mam wezwać strażników, by zabrali cię do izolatki do ćwiczeń siłowych? - syknęłam. - Idź, albo nie ręczę za siebie.
- Nie boję się ciebie, a teraz odpowiedz na pytanie - spojrzał na mnie wyzywająco.
Ni to jęknęłam, ni to warknęłam.
- Nie mam nic do dodania - chwyciłam go za ramię i siłą wyprowadziłam z sali. Przez to, że nie pił ludzkiej krwi, byłam od niego silniejsza. - Proszę go zabrać razem z resztą - powiedziałam do strażnika, a sama się oddaliłam.
Jev?
Sorry, że takie krótkie, ale tata w tym czasie zaganiał mnie spać i nie miałam, jak odpisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz