- Cały czas trzymałeś je w ręku - przewróciłam oczami.
Nie wydawało się, jakby mnie słuchał. Obraził się.
- Oszustka - mruknął, wyjmując ze swojej kieszeni portfel.
- Dupek - zerknęłam na to, co robił. - Nosisz w portfelu pięć milionów?
Prychnął lekceważąco.
- Oczywiście, że nie - wyjął jakąś karteczkę. - Wypiszę ci czek. Tak się teraz robi.
- Wiem, co to czek - burknęłam. - Nie jestem zacofana, jak Thomas.
- Ej! - zaprotestował.
Pavlo parsknął śmiechem, zapominając o fochach. Rzucił przyjacielowi pokrzepiające spojrzenie.
- Sorry, Thom, ale to prawda - podał mi czek. - Udław się tym.
- Zwykłe "gratuluję wygranej", by wystarczyło - uśmiechnęłam się złośliwie. - Nie wiem nawet, dlaczego przystępowałeś ze mną do gry. Ja zawsze wygrywam.
- Nie zawsze... W 1998 cię ograłem.
Wniosłam oczy ku niebu.
- W 1998 byłeś jeszcze porządnym, nierozpuszczonym facetem - przyjrzałam mu się. - Albo jednak nie. Tak i się już urodziłeś.
- Dobra, idziemy stąd, Thom - roześmiany Pavlo starał się spojrzeć na mnie karcąco. - Ta kobieta naprawdę lubi hejtować ludzi.
- Hejtować? - mruknął Thomas zdziwiony.
- Naprawdę zacofany - chwycił go za ramię i wywlókł w stronę wyjścia. - Na razie, Kathie. Powodzenia z tą jędzą, Jev.
I bez dalszych sentymentów, wyszli z mojej posiadłości.
Jev?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz